Hej! Przepraszam że nie dodawałam żadnych nowych notek. Poprawię się!
Wpadnijcie jutro około godziny 19 po nową część ;*
Buziaki <3 kocham Was ♥
Bardzo byłoby mi miło jeżeli czytacie mojego bloga regularnie dodać mnie do obserwowanch :
jeśli macie jakieś pytania związane z opowiadaniem zapraszam na mojego aska :3
www.ask.fm/bananowasomi
środa, 27 marca 2013
niedziela, 24 lutego 2013
Rozdział 5 cz 1
Śnił mi się uroczy sen. Siedziałam
na ławce w jakimś super zielonym parku. Wyglądałam naprawdę
świetnie. Trochę samolubne wiem. Cera mi się błyszczała (Nie,
nie jak w zmierzchu) i włosy lśniły. Miałam na sobie jasną
sukienkę.
Nagle przyszedł JiWon i pocałował
mnie w rękę. Dając mi różowe tulipany, usiadł koło mnie.
Uśmiechał się do mnie i przytulał mnie jednym ramieniem. A
słoneczko nas grzało.
Nic więcej, tylko siedzieliśmy i
uśmiechaliśmy się, a ja co chwilę wąchałam kwiatki.
Zostałam obudzona rano przez budzik w
mojej komórce. Pośpiesznie wstałam, poszłam do łazienki i umyłam
się. Potem lekki makijaż i zauważyłam (wisiał od środka na
drzwiach od łazienki) mundurek szkolny. Założyłam go i dobrałam
do niego czarne baleriny z kokardkami.
Zeszłam na dół na śniadanko. Gemin
jadł płatki słuchając tłumaczącego mu coś z pełną buzią
Leo. RJ jak zwykle (gdy mnie zobaczył zawsze robił to samo) kiwną
lekko głową i wrócił do jedzenia tosta. Jake nie było w kuchni,
stał na tarasie. Przez okno widać było, że tak samo jak RJ je
tosta i popija „chyba” herbatą.
Od razu wiedziałam, z moich wnikliwych
badań wcześniejszego wieczora, że chcę zjeść jajecznicę więc
poszłam od razu do lodówki. Wyjęłam dwa ostatnie jajka i
zapytałam się RJ gdzie jest patelnia.
Dopiero wtedy Leo z Gemin'em
zobaczyli, że jestem w kuchni. Leo od razu włączył swój
„fangirling”.
Wyją pośpiesznie komórkę i po
chwili usłyszałam syntezator.
-Haaaaana. - tak, było tam dużo „a”
- jak wyspałaś się?
Aplikacja cię trochę oszukuje Leo . -
pomyślałam, ale lepszy rydz niż nic.
Podał mi komórkę. Napisałam na
klawiaturze „Dobrze, a ty?” i wcisnęłam >tłumacz<.
Wyciamciaramciał coś po koreańsku.
-Dobrze. - odpowiedziała komórka Leo.
Wróciłam do robienia jajecznicy,
chwilkę to zajęło, ale bardzo się cieszyłam gdy jedzenie
znalazło się już na moim talerzu. Zajadałam się i popijałam to
wszystko herbatą zaparzoną przez Gemin'a.
Gdy już skończyłam i poszłam
wstawić talerz do zmywarki do kuchni wszedł mój brat najpierw po
koreańsku potem po angielsku powiedział, że po drodze do szkoły
musimy odwiedzić wytwórnię więc powinniśmy się już zbierać.
Myślałam, że te polecenie dotyczy tylko chłopców więc mając
jeszcze prawie godzinę do autobusu skierowałam się na schody.
-A ty gdzie ? - zapytał mnie po polsku
mój brat, miał dziwny akcent.
-Hm? - odwróciłam się i spojrzałam
pytająco.
-Bierz torbę i pakuj tyłek do
samochodu. - powiedział i wskazał mi palcem drzwi.
-Serio muszę ? - popatrzyłam
błagalnie.
On tylko pokiwał głową. Zrobiłam co
kazał, wzięłam torbę i wyszłam z domu wypatrując auta.
Duża czarna furgonetka stała na
ulicy.
-Ppalli! Ppalli! - krzyczał do mnie
Leo wybiegając z domu.
-Co się pali ? - zapytałam
wychodzącego za nim brata.
-On mówił: szybciej. - wytłumaczył.
Leo jak wyścigówka pobiegł do
furgonetki, za nim biegli Gemin, potem RJ. Łukasz też przyśpieszył
i wyprzedził mnie o pięć kroków. Więc w tym maratonie to ja
byłam ostatnia, pomijając ciągnącego się jak mordoklejka Jake'a,
który szedł tuż za mną.
-Spałaś? - zapytał szeptem z tym
bezczelnym uśmiechem.
-Bardzo dobrze. - uśmiechnęłam się
wrednie w odpowiedzi na jego głupi wyszczerz.
Przyśpieszyłam kroku tym samym zajmując miejsce z tyłu obok RJ. Obok mnie usiadł Jake, zatrzasną drzwi i samochód ruszył.
Przyśpieszyłam kroku tym samym zajmując miejsce z tyłu obok RJ. Obok mnie usiadł Jake, zatrzasną drzwi i samochód ruszył.
Droga nie była długa, jednak dzięki
porannym korkom trwało to dłużej niż powinno. Jake stał się
obojętny, znowu. Siedział cicho, RJ także. Jedynymi. którzy
rozmawiali był Leo i Gemin. Mój brat prowadził auto.
-Chłopcy przygotować się –
powiedział mój brat najpierw po angielsku, a potem po koreańsku.
Ten to ma trudne życie.
Zespół naciągną kaptury na głowy,
wszyscy założyli czarne okulary przeciwsłoneczne i niektórzy
naciągnęli chustki do połowy twarzy.
-O co chodzi ? - zapytałam.
-Lepiej żeby nikt nas nie widział i
kojarzył przed debiutem. - powiedział RJ obojętnym tonem, jak
zwykle.
Wysiedliśmy przed dużym szarym
„blokiem” z mnóstwem okien. W sumie był prawie w całości
szklany. Nad szerokimi drzwiami widniał duży napis SILVER MEDIA.
-Jak ci się podoba? - zapytał mój
brat.
-Niezły budynek. - poklepałam go po
ramieniu, pokazując tym samym jak gardzę tym że nie powiedział mi
wcześniej, że jest taki bogaty. Zaraz po tym moją uwagę zwróviła
dość spora kolejka utworzona przy wejściu - Po co ci ludzie?
Rozdajesz coś ? - zapytałam pół żartem, pół serio.
-Każdy chce być sławny. - wzruszył
ramionami i założył okulary przeciwsłoneczne po czym wcisnął
jedną parę do mojej ręki. Nie zastanawiając się za długo
włożyłam je pośpiesznie na nos. Gdy wchodziliśmy do budynku
ludzie krzyczeli i próbowali dotknąć mojego brata, a także
obmacywali chłopaków. Kilka rąk dotknęło i mnie.
-Wow, jacy napaleni. - skomentowałam
gdy znaleźliśmy się w środku, rozejrzałam się dookoła
przypadkowo spojrzałam na Jake'a który pomachał brwiami, założę
się że zareagował tak na słowo napaleni. Zrobiłam zniesmaczoną
minę i odwróciłam się do mojego brata.
-Chodźmy dalej nie mamy czasu –
powiedział i ruszyliśmy w stronę windy. -Teraz chłopcy muszą
obeznać się z dzisiejszym harmonogramem. Ty w tym czasie poczekasz
u mnie w biurze. - oznajmił, gdy wsiedliśmy do windy. Pokiwałam
tylko głową, na znak że przyjęłam to do wiadomości.
Winda zatrzymała się na drugim
piętrze, czyli przedostatnim. Poszliśmy korytarzem prosto.
Jak reszta ścian te również były
szaro-białe z paskiem granitu gdzieś tak na wysokości rąk.
Doszliśmy do takiego jakby
rozgałęzienia? Mistycznych rozstai dróg? No bo pośrodku stał
kontuar, a po jego lewej i prawej stronie szły dalsze korytarze. Coś
w kształcie litery „T”.
Za kontuarem stała uczesana w gładki,
wysoki kucyk azjatka w niebieskiej koszuli i szarej spódnicy.
-Annjong-hasejo – powiedziała
wstając z krzesła i kłaniając się z lekkim uśmiechem.
-Ohoho, nieźle ich trenujesz. –
mruknęłam do mojego brata po polsku.
-Ukłoń się głupia. - mrukną i
mocno klepną mnie w dół kręgosłupu. Zauważyłam, że chłopcy
też się kłaniają, do tego kilka razy, coś jak ćwiczenie na
wf-ie „raz, dwa, trzy, wyprost”.
-Na Eun to moja siostra Hannah. -
przedstawił mnie sekretarce brat. Chciałam podać jej rękę, ale
brat klepną mnie w plecy co znaczyło, że powinnam się ukłonić.
-Hello – powiedziałam z „uroczym”
uśmiechem lekko masując sobie dolny odcinek kręgosłupa.
-Czy Nikki już przyszła ? - zapytał
ją mój brat.
-Tak panie dyrektorze. Jest już w
konferencyjnej, razem z Kiss. - odpowiedziała grzecznie po angielsku
sekretarka.
-Chłopcy idźcie przywitać panią
dyrektor. - nakazał im mój brat, od razu skłonili się sekretarce
i odeszli. Brat odwrócił się w moją stronę - Chodź zaprowadzę
cię do mojego biura.
Ukłoniłam się ( wcześniej dostając
znowu w plecy) i odeszliśmy od kontuaru skręcając w lewy korytarz.
-Szu, szu panie dyrektorze. -
zaśmiałam się gdy doszliśmy do biura mojego brata.
Tak jak się spodziewałam było
srebrno-białe ( bardziej szaro-białe) tak jak reszta wytwórni
którą zobaczyłam. Stały tam dwie czarne, skórzane kanapy,
stolik, półka ze statuetkami, no i biurko które zostało
umieszczone naprzeciw wielkiego okna z szarymi zasłonami.
-Chcesz skorzystać z komputera? Trochę
to potrwa zanim skończymy wszystko omawiać. - zapytał.
-Yhym – pokiwałam głową.
-Spokojnie, mam angielskiego Windowsa –
powiedział odpalając komputer. - Poczekaj tu chwilę, przyjdę po
ciebie, jakbyś chciała do łazienki to znajduje się 2 drzwi dalej
od moich. Teraz już idę. - nawet nie zdążyłam powiedzieć „OK”
bo już go nie było.
Zaczęłam od obczajenia Facebooka.
Oczywiście tak jak mogłam się spodziewać miałam dwa
powiadomienia nie więcej (wspominałam, że nie byłam za bardzo
popularna), do tego były to zaproszenia do gier, od razu więc
przeszłam do sprawdzenia poczty. Tu już coś się działo.
Dostałam parę zdjęć od mojej
przyjaciółki Leny która jak już wspominałam przeprowadziła się
do Grecji. Wysłała parę ładnych widoczków i „fotek z rąsi”
by pokazać mi swoją nową fryzurę. Z platynowego blondu
przemalowała się na orzech co bardzo ładnie podkreślało jej
zielone oczy. Na dole dopisała żebym też przesłała jej kilka
zdjęć i napisała o pogodzie w Polsce.
O Polsce? No tak! Nie miałam jeszcze
czasu, aby ją poinformować o moim nagłym wyjeździe do Korei.
Na początku e-maila napisałam kilka wyjaśnień, czemu i dlaczego jestem w Korei.
Na początku e-maila napisałam kilka wyjaśnień, czemu i dlaczego jestem w Korei.
Potem dopisałam kilka zdań takich jak
: dziś zaczynam szkołę, życz mi powodzenia. Oczywiście pominęłam
to, że mieszkam z zespołem i mój brat jest super bogaty. Ma
wytwórnię płytową i cieszy się niemałą sławą patrząc na
wszystkie statuetki i nagrody na jego półce.
Wcisnęłam wyślij.
I nagle, ktoś wparował do biura.
Dokładnie trzech chłopaków. Wysokich i nieźle zrobionych. W moim
mieście nigdy nie widziałam gościa który ma pomalowanie włosy na
czerwono albo na blond jak dwóch tutaj. Ten trzeci miał najbardziej
naturalny kolor, bo azjaci chyba „oryginalnie” mają czarne
włosy, nie mylę się prawda? Stali tak sobie lampiąc się na mnie,
w luźnych koszulkach z kolorowymi nadrukami i spodniach od dresu.
Zrobili krok w moją stronę.
-O! - zatrzymał dwóch pozostałych
jedną ręką szatyn, drugą wskazał na mnie palcem. - Yeoja.
Patrzyli się zdziwieni, zapewne miałam
podobną minę.
Matko co zrobić?!!!? - pomyślałam,
zaraz potem wybierając najbardziej neutralną opcję.
-Dzień dobry - powiedziałam po
angielsku, wstałam i ukłoniłam się.
Z nadal zdziwionymi minami ukłonili
się i odpowiedzieli tym samym, trochę zniekształconym powitaniem,
po angielsku oczywiście. Zaraz do biura wbiegła ta sama sekretarka,
którą parę minut wcześniej poznałam – Naeun. Mówiąc coś do
nich po koreańsku pokazała im wyjście. Posłusznie jeden za
drugim, co chwilę odwracając się i zerkając na mnie wyszli z
pomieszczenia.
-Bye. - powiedział „blondyn”
uśmiechając się i machając ręką, gdy sekretarka próbowała
wypchnąć go z biura.
W końcu zamknęła za ostatnim drzwi i
przyparła do nich bokiem.
-Przepraszam za nich. Mieli iść na
zebranie w konferencyjnej, ale źle mnie zrozumieli. - odeszła od
drzwi i się skłoniła. - Zawsze rano lubią robić zamieszanie. -
po jej minie widać było, że to naprawdę nie był pierwszy raz gdy
robili coś takiego i że miała tego dość.
-Nic nie szkodzi. Zdarza się. -
uśmiechnęłam się. - A tak w ogóle kim oni są ? - zapytałam.
-Kim są ?! - zapytała zdumiona. - Nie
wiesz? - była naprawdę zdziwiona. Podeszła do komputera i
otworzyła wyszukiwarkę wpisując nazwę E-NERGY. - Hallyu
Super Stars!
Popatrzyłam na nią zdziwiona,
zastanawiałam się co to „hallyu”, jakiś koreański Big
Brother?
-Grupa założona przez Silver
Entertaiment. Jeden z czołowych boysbandów w Korei. - wytłumaczyła
widząc moją minę. Na ekranie pojawiło się kilka zdjęć. -
Poczytaj sobie ja muszę iść. - powiedziała, skłoniła się i
wyszła mrucząc pod nosem coś po koreańsku, myślę, że ich
przeklinała.
-E-NERGY ? - zapytałam samą siebie
patrząc na zdjęcia na monitorze. Znalazłam na nich te trzy twarze
które widziałam przed chwilą. Wyglądali co prawda trochę
inaczej, tutaj gdy stali przede mną byli bez make-up'u, na zdjęciach
mieli olśniewające twarze.
Przeglądałam tak fotki gdy nagle do
biura znowu ktoś wparował i zakłócił mój spokój.
Kolejny azjatycki blondyn, ale ten miał
niebieskie pasemka.
-Ooo! Geudeul-eun olh-ass !
Dangsin-eun aleumdabseubnida! (Oni mieli rację, jesteś ładna!
) - uśmiechną się.
-Ttohan bogo sip-eo! (Też chcę
zobaczyć!) - do pomieszczenia wszedł kolejny chłopak tym razem o
ten miał brązowe włosy z orzechowymi pasemkami. - Wow ! Yeppeun
! ( Łał, ładna!)
-Naga!
(wynocha!) - wbiegła za nimi sekretarka. Blondyn totalnie ją
zignorował i zaczął coś do mnie gadać czego w ogóle nie
zrozumiałam.
-Annyeonghaseyo
! Nae ileum-eun Xeo ibnida. (Dzieńdobry ! Mam na imię Xeo. )-
wyciamciaramciał i się skłonił.
-Anjajasejo?
- popatrzyłam na niego, próbowałam się uśmiechać, nie
kojarzyłam nawet co powiedziałam.
-Przepraszam,
bardzo przepraszam. - powtarzała sekretarka, próbując wypchnąć
blondyna za drzwi.
Zwinnym
ruchem się jej wyślizgnął i usiadł na kanapie.
-Nan
an gal geoyeyo . ( Nigdzie nie idę) – założył ręce.
-Zaraz
wrócę. - powiedziała do mnie sekretarka i szybko wybiegła.
-Dangsin-ui
ileum-eun mueos-ibnikka? (Jak masz na imię ?) - wstał z kanapy
i przybliżył się do mnie.
-Nie
rozumiem co mówisz. - powiedziałam po angielsku.
-Naneun
hangug jul moleuna? (Nie mówisz po koreańsku?) - zapytał,
przynajmniej tak to odebrałam. -Ukhm. - odchrząkną - I'm Xeo.
Thanks i'm fine. - powiedział tym dziwnym akcentem.
Uśmiechnęłam
się, ciesząc się że ktoś jest gorszy z angielskiego niż ja. -
I'm Hannah. - skłoniłam się.
-Hannah!
- wyraźnie się ucieszył, chyba z tego że zrozumiał.
Jego
radość przerwało dwóch panów w garniturach którzy wyciągnęli
go spokoju.
-Przepraszam
najmocniej – powiedziała Naeun wchodząc zaraz po tym
„incydencie”. - Ja już dopilnuje, żeby nikt tu nie wszedł. -
znowu się skłoniła i wyszła zamykając za sobą drzwi.
Dalej
tak jak obiecała nikt nie wszedł. Zaczęło mi się nudzić, więc
zaczęłam czytać na wikipedii o tym całym SILVER MEDIA. Okazało
się, że mój brat ma na swoim koncie niezłe sukcesy, stworzył
kilka dobrych zespołów i wypromował kilku solistów. A ja myślałam
cały czas, że wciąga fluki w jakimś biurze rachunkowym i ledwo
wiąże koniec z końcem, jak my (mama, tata plus ja) w Polsce.
Od
dziecka nie lubił się dzielić, gbur.
Gdy
już sprawdziłam na komputerze co trzeba, wyłączyłam go i
zaczęłam rozglądać się po pokoju. Podeszłam do półki z
trofeami. Plakietki nic mi nie mówiły, były napisane po koreańsku,
więc poddałam się i usiadłam na kanapie czekając na powrót
mojego brata.
Wrócił
dokładnie pół godziny przed czasem moich lekcji w nowej szkole.
Już myślałam, że się spóźnię.
Wszedł
do biura za nim jakaś Azjatka, JR i Jake.
-Leo
i Gemin zostali już wysłani do szkoły. - wyjaśnił. - O! -
spojrzał na azjatkę która przed chwilą przypomniała o sobie
chrząknięciem. - Hanna to jest Nikki, moja przyjaciółka i partner
biznesowy.
-Cześć
miło mi cię poznać. - powiedziała lekko kiwając głową.
-No
heej. - powiedziałam z głupim uśmieszkiem.
-Możemy
już iść do szkoły? - zapytał Jake przerywając krótką ciszę
która nastąpiła po moim głupkowatym powitaniu.
-Tak,
tak. - powiedział mój brat. - Ale zanim jeszcze wyjdziecie... -
zatrzymał tym zdaniem Jake który już stał odwrócony do drzwi. -
Mam kilka próśb.
-Streszczaj
się. - mrukną Jake, odwracając się w naszą stronę i
przewracając oczami.
-Zaprowadzicie
Hanę na pierwszą lekcję, ale dyskretnie, żeby nikt nie widział
że macie ze sobą coś wspólnego.
-To
miała być prośba czy rozkaz? - zapytał bezczelnie „ten który
się tak strasznie śpieszy”.
-A
mogę wiedzieć czemu, mamy udawać, że nie mamy ze sobą do
czynienia? - zapytałam wcinając się zanim mój brat odpowiedział
Jake'owi.
-Myślę
że ludzie mogą się domyślić że jesteś moją siostrą, wtedy
mogą też się domyślić, że formuję nową grupę. - powiedział
takim trochę martwiącym się tonem, jej czy ten przemysł muzyczny
musi być taki tajemniczy? - Więc obiad jesz oddzielnie, nie
podchodzisz do nich w szkole, zaprzeczasz, że masz coś z nimi
wspólnego lub ich znasz. Zrozumiano? - popatrzył pytająco.
-Tak.
- przytaknęłam. Trochę nie pojmowałam tej całej sytuacji no ale
widząc tych ludzi rano, stojących w kolejce na casting...
-To samo tyczy się was. - Łukasz pokazał palcem najpierw na JR, a potem na Jake'a.
-To samo tyczy się was. - Łukasz pokazał palcem najpierw na JR, a potem na Jake'a.
-Dobra.
- powiedzieli razem, tal obojętnie jak tylko się da.
-Chodźmy
już do szkoły. - powiedział JR i popchną Jake'a w stronę drzwi.
Wyszliśmy
z wytwórni jakimś tylnim wyjściem. Było nieźle ukryte, drzwi
znajdowały się zaraz za kontenerem ze śmieciami. Smukłą uliczką
przecisnęliśmy się na ulicę pełną ludzi. Chłopcy szli tak
jakbym nie istniała. Albo już się wczuli w rolę, albo … dobra
nie będę rozmyślać. Ważne, że przestali zwracać na mnie uwagę
i nawet nie patrzyli czy idę za nimi.
Po
drodze minęliśmy parę ładnie wyglądających butików, kawiarenek
i stoisk z dobrze pachnącym jedzeniem. Patrząc na jedną z drogerii
przypomniałam sobie, że krem mi się kończył i będę musiała tu
zajść po szkole.
Jeszcze
kilka kroków i moim oczom ukazała się szkoła. W sumie nic
specjalnego, widziałam podobne budynki w Polsce. Wchodziło się do
niej przez szeroką bramę i szło chodnikiem mijając po prawej i
lewej ładne zielone trawniki, gdzieniegdzie były tam stoliki i
ławki.
W
środku szkoła była ładnie pomalowana na neutralne kolory bardzo
delikatny zielony, beżowy i biały. Na całej długości korytarza
znajdowały się białe szafki, z czego się bardzo ucieszyłam, bo
zawsze chciałam mieć szafkę. To chyba amerykańskie filmy tak na
mnie działają.
Poprawiłam
lekko spódniczkę, i przeczesałam palcami włosy.
Jake
lekko trykną mnie palcem w ramie i bardzo dyskretnie pokazał palcem
drzwi z napisem „Pokój Nauczycielski” po angielsku.
-Pa
– powiedział bezgłośnie JR. Cały czas widziałam że nie
przepadał za mną i wszystko robił z uprzejmości. Odpowiadał,
informował, żegnał się i witał. Wszystko było wymuszone.
Smutne...
Zapukałam
w drzwi gabinetu, na drzwiach wisiała notka „Uczniom wstęp
wzbroniony” więc wolałam poczekać, aż ktoś mi otworzy. W końcu
zrobiła to wysoka blondynka, nie Azjatka co mnie bardzo zdziwiło.
-Tak?
- popatrzyła na mnie, zaciekawiona.
-Jestem
nową uczennicą, słyszałam że mam tu się zgłosić. -
powiedziałam trochę nie pewnie.
-Hannah,
tak? Jestem twoją nauczycielką angielskiego. Uczniowie mówią na
nazwisko mam Choi. - przedstawiła się i wpuściła mnie do
pomieszczenia.
Moim
oczom ukazało się dużo wydzielonych stref, tak jak w jakimś
wielkim biurze. Każdy miał swoje oddzielne biurko i komputer. Pani
Choi poprowadziła mnie do swojego stanowiska.
-Usiądź
proszę, sprawdzę gdzie masz teraz lekcje. - powiedziała wskazując
mi krzesełko stojące obok mnie.
Usiadłam
posłusznie, a pani C odeszła na chwilę, by zaraz wrócić z moim
planem.
-Więc
dziś zaczynasz od matematyki. Zaraz po kogoś zadzwonię, żeby cię
odeskortował. - uśmiechnęła się.
-Wystarczy
mi powiedzieć gdzie, poradzę sobie! - zapewniłam.
-Uwierz
sama miałam problemy ze znalezieniem czegokolwiek w tej szkole. -
zaśmiała się. Miała takie ładne perłowe ząbki i uroczy śmiech. Chwyciła za telefon i wcisnęła kilka guziczków. - Jest już nowa
uczennica, możesz kogoś wysłać po nią tutaj na dół, ok
dziękuję. - odłożyła słuchawkę. - Poczekaj chwileczkę, zaraz
ktoś przyjdzie. - powiedziała i zaczęła przeglądać notatki na
swoim biurku.
Po
około pięciu minutach w drzwiach pojawiła się niziutka Azjatka
uczesana w kucyk i ubrana w mundurek szkolny z kilkoma przypinkami na
piersi.
-Dzień
dobry pani Choi. - powiedziała kłaniając się.
-Haruna
to jest Hana – przedstawiła nas sobie nauczycielka. Dziewczyna
spojrzała na mnie do góry.
-Miło
mi cię poznać. - powiedziałam lekko się kłaniając, załapałam
że to bardziej wypada niż podawanie dłoni.
-Chodźmy - uśmiechnęła się i razem wyszłyśmy z pokoju nauczycielskiego.
--------------------------
Następna część już niedługo zostanie tutaj dodana. po prostu nie wiem czy będę miała czas napisać coś w tym tygodniu więc podzieliłam ten rozdział na 2 części :3
Przepraszam, może rozdział nie spełnił waszych oczekiwań i nie ma wyjaśnionego wszystkiego, ale jak to się mówi wszystko w swoim czasie. Mam nadzieję że przynajmniej się podobał. Przepraszam że tak długo musieliście czekać.
Również przepraszam za nawał postaci obiecuję po 2 cz dodać kolejną notkę orientacyjną z postaciami. :3
Jeśli macie jakieś pytania piszcie na ask.fm/bananowasomi
Dziękuję za to że czytacie :3 ♥
środa, 13 lutego 2013
teaser ^^
Myślę że nie możecie doczekać się kolejnej części :3 nie chce być uważana za osobę która nie dba o swoich czytelników. Następny rozdział jak to powiedzieć, będzie dłuższy niż rozdziały zazwyczaj, muszę trochę wam poopisywać wytwórnię, szkołę żebyście czuli się w klimacie Hanny a do tego nie mam czasu bo cały czas nas jadą z kartkówkami i sprawdzianami w szkole więc robię małą zapowiedź czyli wstawiam wam początek kolejnego rozdziału :3 Nie było to jeszcze poprawiane, więc błędy na pewno jakieś się znajdą...
No dobra czas na... teaser !
>>>>>>>><<<<<<<<<
No dobra czas na... teaser !
>>>>>>>><<<<<<<<<
Śnił mi się uroczy sen. Siedziałam
na ławce w jakimś super zielonym parku. Wyglądałam naprawdę
świetnie. Trochę samolubne wiem. Cera mi się błyszczała (Nie,
nie jak w zmierzchu) i włosy lśniły. Miałam na sobie jasną
sukienkę.
Nagle przyszedł JiWon i pocałował
mnie w rękę. Dając mi różowe tulipany, usiadł koło mnie.
Uśmiechał się do mnie i przytulał mnie jednym ramieniem. A
słoneczko nas grzało.
Nic więcej, tylko siedzieliśmy i
uśmiechaliśmy się, a ja co chwilę wąchałam kwiatki.
Zostałam obudzona rano przez budzik w
mojej komórce. Pośpiesznie wstałam, poszłam do łazienki i umyłam
się. Potem lekki makijaż i zauważyłam (wisiał od środka na
drzwiach od łazienki) mundurek szkolny. Założyłam go i dobrałam
do niego czarne baleriny z kokardkami.
Zeszłam na dół na śniadanko. Gemin
jadł płatki słuchając tłumaczącego mu coś z pełną buzią
Leo. RJ jak zwykle (gdy mnie zobaczył zawsze robił to samo) kiwną
lekko głową i wrócił do jedzenia tosta. Jake nie było w kuchni,
stał na tarasie. Przez okno widać było, że tak samo jak RJ je
tosta i popija „chyba” herbatą.
Od razu wiedziałam, z moich wnikliwych
badań wcześniejszego wieczora, że chcę zjeść jajecznicę więc
poszłam od razu do lodówki. Wyjęłam dwa ostatnie jajka i
zapytałam się RJ gdzie jest patelnia.
Dopiero wtedy Leo z Gemin'em
zobaczyli, że jestem w kuchni. Leo od razu włączył swój
„fangirling”.
Wyją pośpiesznie komórkę i po
chwili usłyszałam syntezator.
-Haaaaana. - tak, było tam dużo „a”
- jak wyspałaś się?
Aplikacja cię trochę oszukuje Leo . -
pomyślałam, ale lepszy rydz niż nic.
Podał mi komórkę. Napisałam na
klawiaturze „Dobrze, a ty?” i wcisnęłam >tłumacz<.
Wyciamciaramciał coś po koreańsku.
-Dobrze. - odpowiedziała komórka Leo.
Wróciłam do robienia jajecznicy,
chwilkę to zajęło, ale bardzo się cieszyłam gdy jedzenie
znalazło się już na moim talerzu. Zajadałam się i popijałam to
wszystko herbatą zaparzoną przez Gemin'a.
Gdy już skończyłam i poszłam
wstawić talerz do zmywarki do kuchni wszedł mój brat najpierw po
koreańsku potem po angielsku powiedział, że po drodze do szkoły
musimy odwiedzić wytwórnię więc powinniśmy się już zbierać.
Myślałam, że te polecenie dotyczy tylko chłopców więc mając
jeszcze prawie godzinę do autobusu skierowałam się na schody.
-A ty gdzie ? - zapytał mnie po polsku
mój brat, miał dziwny akcent.
-Hm? - odwróciłam się i spojrzałam
pytająco.
-Bierz torbę i pakuj tyłek do
samochodu. - powiedział i wskazał mi palcem drzwi.
-Serio muszę ? - popatrzyłam
błagalnie.
On tylko pokiwał głową. Zrobiłam co
kazał, wzięłam torbę i wyszłam z domu wypatrując auta.
Duża czarna furgonetka stała na
ulicy.
-Ppalli! Ppalli! - krzyczał do mnie
Leo wybiegając z domu.
-Co się pali ? - zapytałam
wychodzącego za nim brata.
-On mówił: szybciej. - wytłumaczył.
Leo jak wyścigówka pobiegł do
furgonetki, za nim biegli Gemin, potem RJ. Łukasz też przyśpieszył
i wyprzedził mnie o pięć kroków. Więc w tym maratonie to ja
byłam ostatnia, pomijając ciągnącego się jak mordoklejka Jake'a,
który szedł tuż za mną.
-Spałaś? - zapytał szeptem z tym
bezczelnym uśmiechem.
-Bardzo dobrze. - uśmiechnęłam się
wrednie w odpowiedzi na jego głupi wyszczerz.
Przyśpieszyłam kroku tym samym zajmując miejsce z tyłu obok RJ. Obok mnie usiadł Jake, zatrzasną drzwi i samochód ruszył.
Przyśpieszyłam kroku tym samym zajmując miejsce z tyłu obok RJ. Obok mnie usiadł Jake, zatrzasną drzwi i samochód ruszył.
Droga nie była długa, jednak dzięki
porannym korkom trwało to dłużej niż powinno. Jake stał się
obojętny, znowu. Siedział cicho, RJ także. Jedynymi. którzy
rozmawiali był Leo i Gemin. Mój brat prowadził auto.
-Chłopcy przygotować się –
powiedział mój brat najpierw po angielsku, a potem po koreańsku.
Ten to ma trudne życie.
Zespół naciągną kaptury na głowy,
wszyscy założyli czarne okulary przeciwsłoneczne i niektórzy
naciągnęli chustki do połowy twarzy.
-O co chodzi ? - zapytałam.
-Lepiej żeby nikt nas nie widział i
kojarzył przed debiutem. - powiedział RJ obojętnym tonem, jak
zwykle.
Wysiedliśmy przed dużym szarym
„blokiem” z mnóstwem okien. W sumie był prawie w całości
szklany. Nad szerokimi drzwiami widniał duży napis SILVER MEDIA.
Pod budynkiem tłoczyła się niezła kolejka.
-Jak ci się podoba? - zapytał mój
brat.
-Niezły budynek. Po co ci ludzie?
Rozdajesz coś ? - zaśmiałam się.
-Każdy chce być sławny. - wzruszył
ramionami i założył okulary przeciwsłoneczne po czym wcisnął
jedną parę do mojej ręki. Nie zastanawiając się włożyłam je
pośpiesznie na nos.
Ludzie krzyczeli i próbowali dotknąć
mojego brata gdy wchodziliśmy do budynku, a także obmacywali
chłopaków. Kilka rąk dotknęło i mnie.
-Wow, jacy napaleni. - skomentowałam
gdy znaleźliśmy się w środku. Przez chwilę spojrzałam na Jake'a
który pomachał brwiami. Zrobiłam zniesmaczoną minę i odwróciłam
się do mojego brata.
-Teraz jedziemy na górę, chłopcy
muszą obeznać się z dzisiejszym harmonogramem. Ty w tym czasie
poczekasz u mnie w biurze. - oznajmił, gdy wsiedliśmy do
windy.
-Ok.
-Ok.
Winda zatrzymała się na drugim
piętrze, czyli przedostatnim. Poszliśmy korytarzem prosto.
>>>>>>>><<<<<<<<<
Myślę że zostanie to jeszcze troszkę wzbogacone i poprawione , albo i nie ^^ Czekajcie cierpliwie ;*
aha i jeszcze jedno, pomysł z zapowiedzią podesłała mi Klaudia (pozdro bejbe xd) :> jak coś to dla niej podziękowania nigdy nie myślałam żeby zapowiadać rozdziały :3 ;***
sobota, 2 lutego 2013
Rozdział 4 cz 3
Poczułam jak cała krew z mojego ciała
nagle wylewa się na moich policzkach.
Wiecie kobieta rzadko znajduje się w
takich sytuacjach jak ta. W tym momencie przystojny Azjata leżał
ustami na moich ustach. Tak, bardzo niecodzienna sytuacja.
Patrzyłam się w jego oczy, a on w
moje. Zarówno w jego jak i w moich widać było ogólnie
zaskoczenie, trochę przerażenia, ciutkę zdziwienia.... Dobra !
Tworzę się, okropnie dziwnie się czułam i nie wiem ile to trwało
te leżenie na sobie. Ale w końcu ktoś to musiał przerwać.
Teraz tak żałuję, że to on to
zakończył, gdybym to była ja miałabym w przyszłości powód do
dumy. Niestety byłam na dole.
Jego dłonie znalazły się z obu stron
mojej głowy. Podniósł się na rękach, tak jakoś na wzór pompki.
Uśmiechną się szyderczo.
-Rany wyglądasz jak jagoda. -
powiedział przechylając lekko głowę w prawo niby to w geście
badawczym. Złapałam się za policzki by zasłonić czerwone plamy
(zwane przez niektórych rumieńcami).
-Zejdź ze mnie – powiedziałam
cicho.
-Hmm? - popatrzył na mnie pytająco.
-Złaź ze mnie ! - krzyknęłam mu w
twarz tak głośno, że ze strachu ( zaskoczenia) przewrócił się
na plecy lądując obok mnie po czym zaraz się podniósł do pozycji
stojącej.
-Wstawaj – powiedział patrząc się
w niebo i wyciągając do mnie rękę.
Podniosłam się, bez korzystania z
jego pomocy.
-Dobra.- mrukną chowając rękę do
kieszeni spodni. -A teraz chodź, zawiozę cię do domu.
-Możemy tego sobie oszczędzić,
powiedz tylko gdzie mam iść.
-Naprawdę musisz być takim twórcą
problemów.(trouble maker xd) - patrzył się na mnie spod
przymrużonych powiek.
Złapał mnie za rękę i pociągną na
skuter.
-Chyba umiesz to założyć? -
powiedział podając mi kask po czym usiadł „za kierownicą”.
Popatrzyłam się na kask, a potem na
niego. Nachalnie pokazywał mi ręką, żebym się streszczała, więc
zrezygnowana nałożyłam ten „hełm” na głowę. Podeszłam do
skutera, złapałam się za barki Jake'a i już miałam przekładać
nogę gdy nagle odwrócił głowę w moją stronę i krzykną.
-Ej! Co z ciebie za dziewczyna?!
-O co ci znów chodzi? - popatrzyłam
na niego wkurzona. Znacząco popatrzył na moją sukienkę.
„No tak „ - powiedziałam do siebie
w myślach. „Damom nie wypada siadać na 'okrak' ”
-To jak mam usiąść? - zapytałam ze
zmęczeniem w głosie. No miałam go całkowicie dość.
-Bokiem.
-Co?!
Złapał mnie jedną ręką w talii i
usadził na siedzeniu. Nie powiem, było stabilnie.
-Teraz złap mnie w pasie.
Ścisnęłam go mocno obiema rękami. A
co mi tam wyżyję się trochę na nim.
-Chcesz mnie udusić?
-Lubisz to. - powiedziałam obojętnie.
Nie odezwał się już, tylko odpalił
motor. Poluźniłam trochę uścisk bo czułam że jeans jego kurtki
jeszcze chwila, a odbije mi się wzorkiem na rękach.
Ruszyliśmy, przymknęłam oczy
wtulając się mocniej w jego plecy.
Nie minęła chwila, a znaleźliśmy
się na podjeździe domu mojego brata.
Zeszłam ze skutera. Jake zaraz za mną.
-Ekhm. - mrukną, pokazując na kask.
Odpięłam pasek i podałam mu go
grzecznie. Czyli rzuciłam mu go w łapy z największą siłą.
-Dziękuję. - powiedziałam cicho.
-Przepraszam nie słyszałem. -
powiedział złośliwie uśmiechnięty.
-I ty masz zostać piosenkarzem? Jakoś
mało co słyszysz. - dogryzłam i weszłam do domu.
Światło było zgaszone. W sumie to
nie widziałam i klepałam ręką po ścianie szukając włącznika.
Gdy go znalazłam, poczułam że czyjaś
ręka ląduje na mojej. Światło się zapaliło.
Oczywiście nie nikt inny jak Jake stał
do mnie wyszczerzony. Przysuną się do mnie i jedną ręką oparł
się o ścianę obok mojej głowy.
-Jesteśmy sami.
-Mam się bać? - zapytałam zmęczona.
Prześlizgnęłam się i poszłam w stronę kuchni zostawiając go z
jego ręką na ścianie.
Poszedł za mną.
Zajrzałam do lodówki.
-Wow. Za dużo to wy nie macie. -
powiedziałam oglądając kilka puszek.
„Spaghetti w 3 minuty”, „Jakiś
Rosołek” , „Pulpeciki z grzybkami”, „Kapusta” (?) wszystko
czytałam z obrazków. Kurczę koreański to nie mój język
zrozumcie.
-Nie mamy czasu żeby jeść, zwykle
jadamy coś na mieście, lub zamawiamy. - wytłumaczył sięgając do
lodówki po wodę oczywiście nie omieszkał objąć mnie przez
chwilę jedną ręką w pasie.
Odwróciłam się gwałtownie.
-Nie rób tak! - krzyknęłam.
-Jak? - zapytał po tym jak upił łyka
z butelki.
-Nie dotykaj mnie.
-Nic na to nie poradzę. - powiedział
z udawanym smutkiem w głosie. - Stałaś mi na drodze musiałem cię
przesunąć.
-Jak jesteśmy wszyscy razem to nawet
słowem się do mnie nie odezwiesz. Jak zostajemy sami to mnie macasz
i szepczesz.
-Jeju, dziewczyno powstrzymaj fantazje.
- powiedział uśmiechnięty.
-Nieważne – odwróciłam się znowu
w stronę lodówki. Z produktów które były mogłam zrobić sobie
jajecznicę, lub sałatkę z sałaty (co brzmiało super bez sensu
ale nie było tu innych warzyw niż sałaty ). Było jeszcze te
puszkowane żarcie, ale mnie brzydziło więc zdecydowałam się na
jajecznicę.
-Gdzie macie patelnię? – zapytałam
i odwróciłam się.
Jego twarz znajdowała się naprzeciwko
mojej. Stał cały czas za mną ?
-C-co robisz ? - zapytałam cicho.
-Odkładam wodę. - szepną z tym samym
głupim uśmieszkiem. Czułam za plecami, że schował wodę i zamkną
lodówkę.
Przyparł mnie do lodówki. Byliśmy w
sumie tego samego wzrostu. On był jakieś 3 cm wyższy. Oczy
znajdowały się na tej samej wysokości.
Cały czas mówił szeptem.
-Jedyne słowo z ust Leo które
rozumiem to „HaNi” .
-Hmm?
-Jest od ciebie uzależniony.
-J-jest co? - zająknęłam.
-Może ja też powinienem... - odgarnął
mi włosy za ucho.
-Powinieneś co? - zapytałam jeszcze
ciszej. Zatrzymajmy się na minutkę.
Coś z jego głową nie tak, czy to ja nie mogę przystosować się do klimatu. Dziś rano uważał że jestem z Rosji a do tego że jestem głupia. Teraz bardzo wymownie pokazuje jak bardzo mnie lubi. Co za chłopak, może bierze jakieś tabletki? Ma zaniki pamięci? Jeszcze, żeby był przeciętny, a on wygląda jak azjatycki książę z bajki. Idealne rysy twarzy, ciemne brązowe oczy i czarne włosy.
Coś z jego głową nie tak, czy to ja nie mogę przystosować się do klimatu. Dziś rano uważał że jestem z Rosji a do tego że jestem głupia. Teraz bardzo wymownie pokazuje jak bardzo mnie lubi. Co za chłopak, może bierze jakieś tabletki? Ma zaniki pamięci? Jeszcze, żeby był przeciętny, a on wygląda jak azjatycki książę z bajki. Idealne rysy twarzy, ciemne brązowe oczy i czarne włosy.
Od początku( a nie minęło jakoś
dużo czasu) wyglądało na to że przyjaciółmi nie będziemy, a
teraz?
Zamknął oczy i powoli przysuną swoją
twarz do mojej widząc to poddałam się i skopiowałam jego tuchy.
Nasze usta już lekko się dotykały.
-Hana ! Jake ! Jesteście w domu ?! -
usłyszałam głos mojego brata z korytarza.
Odsunęliśmy się od siebie bardzo
szybko.
Ja zrobiłam się czerwona (jak
zwykle), Jake odchrząkną.
-Jesteśmy w kuchni. - powiedział
głośno
Mój brat, za nim GeMin, tuż za nimi
Leo (który wyglądał jakby go piorun trzasną) wbiegli do kuchni.
Łukasz przytulił mnie bardzo mocno i
pogładził po włosach.
-Dobrze że nic ci się nie stało. -
szepną mi we włosy. Zaraz się odsunął złapał mnie za ramiona i
potrząsną zmieniając ton – Gdzie ty byłaś?!
-Tu i ówdzie? - powiedziałam
szczerząc się. Odwrócił się w stronę Jake'a.
-A ty nie mogłeś zadzwonić że już
jesteście w domu?!
-Zabrałeś mi komórkę. - przypomniał
mu arogancko.
-No tak... Dzięki że ją znalazłeś
– powiedział klepiąc go po ramieniu i oddając mu telefon
uprzednio wyjmując go z kieszeni. - Może ty mi powiesz, gdzie ona
była ?
-Widziałem jak wysiada z samochodu...
-Samochodu?! - mój brat wywalił gały
na wierzch i przez chwilę się na mnie popatrzył super
przerażającym wzrokiem. Mocno pokiwałam głową patrząc Jake'owi
w oczy żeby nic nie mówił.
-Autobusu.- natychmiastowo poprawił.
-Byłam na wycieczce. - powiedziałam
szybko – wczoraj w nocy poszukałam w necie co mogę zwiedzić i
jaki autobus wybrać.
-No dobrze, ale nie możesz tak robić
że wszyscy się o ciebie martwimy. - powiedział głaszcząc mnie po
głowie. Co ja dziecko jestem? Włosy mi wyjdą od tego głaskania.
-Jestem zmęczona pójdę spać. -
powiedziałam i zaczęłam powoli kierować się w stronę pokoju.
-Hani! - Leo przytulił się do moich
pleców. Jaki mały uroczy kotek. ^o-o^
Mój brat krzyknął coś do niego po
koreańsku i szybko oderwał ręce.
-Nastaw budzik, jutro idziesz przecież
do szkoły. - przypomniał mi mój brat.
-Pamiętam. - krzyknęłam wchodząc po
schodach na górę.
Nie miałam już problemu ze
znalezieniem pokoju. Po wejściu do niego od razu rzuciłam się na
łóżko.
-Ohh... - odsapnęłam – Jaka jestem
zmęczona. - zaburczało mi w brzuchu. - I głodna.
Gdy byłam sama lubiłam głośno
mówić. Teraz to był jeden z tych nielicznych momentów gdzie
mówiłam po polsku.
-Trzeba nastawić ten budzik. -
chwyciłam za komórkę i po kilku kliknięciach zakończyłam
sprawę, znów ciężko wzdychając i zamykając lekko oczy.
Analizując wszystko powoli
stwierdziłam, że jednak na głodno nie dam rady normalnie myśleć
o tym dniu więc poszłam do łazienki. Bardzo chciałam iść do
kuchni, ale nie mogę już patrzeć dzisiaj na Jake. A możliwe było
że nadal tam się kręcił.
Wzięłam szybki prysznic, założyłam
piżamę, potem zmyłam resztki makijażu i nasmarowałam twarz
kerem. Zauważyłam że mi się kończy. Kurcze mogłam kupić go na
zapas.
Narzuciłam szlafrok i weszłam do
pokoju.
Zdziwiona popatrzyłam na tarczę
zegara wiszącego nad biurkiem.
23:37
Późno.
Położyłam się spać.
--------------
1469 wyświetleń :3
Muszę wracać do szkoły, ale notki będę się pojawiać tak jak zwykle ;p z opóźnieniem. Sory ferie się mi kończą. TT-TT
Mam nadzieję że rozdział się podobał, piszcie proszę komentarze jak przeczytacie.
Przynajmniej dwa słowa typu. "Totalna żenada" albo "Super rozdział" .
Będę wiedziała przynajmniej ile osób z tych które weszły na mojego bloga naprawdę go czytają :3
czwartek, 31 stycznia 2013
Troszkę odpowiedzi i wyjaśnień
Nowy rozdział już niedługo. Wiem że jesteście ciekawe co się stanie po tym małym "wypadku" ^^ poczekajcie jeszcze trochę :3
Więc przejdę dalej. Zostałam nominowana (jej ! :) ) przez http://vfampirka0.blogspot.com do Liebster Award nie mam kogo nominować oprócz osoby która mnie nominowała a chyba to nie w porządku bo jedna z zasad L.A. głosi że nie można nominować kogoś kto cię nominował więc ja tylko odpowiem na pytania żebyście nie poczuli się zaniedbywani i ignorowani przeze mnie ♥
1. Co wiesz o mandze i anime?
Manga to japońskie komiksy czarno-białe ( szczerze nie czytałam żadnego kolorowego ^^) a Anime to seriale animowane zwykle na podstawie mangi.
2. Jeżeli zobaczyłabyś/zobaczyłbyś chłopaka/dziewczynę (azjatę/azjatkę) co byś o nim/niej pomyślała/pomyślał?
Nic w sumie specjalnego, no chyba że byłby bardzo przystojny, albo bardzo ładna więc bym się pozachwycała. Tak to bym pewnie nie zwróciła uwagi. Człowiek to człowiek :3
3. Co sądzisz o wojnach gangów?
Nie za bardzo jestem w temacie ^^
4. Gdybyś znalazła/znalazł na ulicy portfel, co byś zrobiła/zrobił?
Sprawdziłabym zawartość xD
5. Masz do wyboru dwie drogi; czarną i niebieską, którą wybierasz?
Niebieską
6. Czym jest dla ciebie szczęście?
Czymś na co pracujemy swoimi dobrymi uczynkami, jeśli dajemy dobro ono do nas wraca w postaci szczęścia :3
7. Dokończ zdanie: Tam gdzie jest muzyka, tam... ?
Tam są ludzie C:
8. Wymarzony zawód?
ojej ^^ nie zdradzę
9. Jak opisałabyś/opisałbyś siebie?
wysooooka, rudobrązowa blondynka ;p strasznie wybredna i wkurzająca ;p
10. Twoje ulubione miasto to... ?
Cały czas w myślach mam taką "wieś ? " Kadyny blisko Elbląga .
Jeśli ktoś mnie chce nominować to proszę pisać :3 nie obrażę się :p
Postanowiłam że będę odpisywać na każdy wasz komentarz. Więc zostawiajcie pytania jeśli jakieś macie.
Pozdrawiam wszystkich czytelników ;*** ♥
Polubcie : Azjato, jesteś moim ideałem. na Facebooku :3
Więc przejdę dalej. Zostałam nominowana (jej ! :) ) przez http://vfampirka0.blogspot.com do Liebster Award nie mam kogo nominować oprócz osoby która mnie nominowała a chyba to nie w porządku bo jedna z zasad L.A. głosi że nie można nominować kogoś kto cię nominował więc ja tylko odpowiem na pytania żebyście nie poczuli się zaniedbywani i ignorowani przeze mnie ♥
1. Co wiesz o mandze i anime?
Manga to japońskie komiksy czarno-białe ( szczerze nie czytałam żadnego kolorowego ^^) a Anime to seriale animowane zwykle na podstawie mangi.
2. Jeżeli zobaczyłabyś/zobaczyłbyś chłopaka/dziewczynę (azjatę/azjatkę) co byś o nim/niej pomyślała/pomyślał?
Nic w sumie specjalnego, no chyba że byłby bardzo przystojny, albo bardzo ładna więc bym się pozachwycała. Tak to bym pewnie nie zwróciła uwagi. Człowiek to człowiek :3
3. Co sądzisz o wojnach gangów?
Nie za bardzo jestem w temacie ^^
4. Gdybyś znalazła/znalazł na ulicy portfel, co byś zrobiła/zrobił?
Sprawdziłabym zawartość xD
5. Masz do wyboru dwie drogi; czarną i niebieską, którą wybierasz?
Niebieską
6. Czym jest dla ciebie szczęście?
Czymś na co pracujemy swoimi dobrymi uczynkami, jeśli dajemy dobro ono do nas wraca w postaci szczęścia :3
7. Dokończ zdanie: Tam gdzie jest muzyka, tam... ?
Tam są ludzie C:
8. Wymarzony zawód?
ojej ^^ nie zdradzę
9. Jak opisałabyś/opisałbyś siebie?
wysooooka, rudobrązowa blondynka ;p strasznie wybredna i wkurzająca ;p
10. Twoje ulubione miasto to... ?
Cały czas w myślach mam taką "wieś ? " Kadyny blisko Elbląga .
Jeśli ktoś mnie chce nominować to proszę pisać :3 nie obrażę się :p
Postanowiłam że będę odpisywać na każdy wasz komentarz. Więc zostawiajcie pytania jeśli jakieś macie.
Pozdrawiam wszystkich czytelników ;*** ♥
Polubcie : Azjato, jesteś moim ideałem. na Facebooku :3
sobota, 26 stycznia 2013
Rozdział 4 cz 2
-Hannah ! To ty! Nie wierzę! - patrzył
na mnie z uśmiechem od ucha do ucha.
Uśmiechnęłam się do niego – Dawno
się nie widzieliśmy. - próbowałam zażartować, naprawdę kiepsko
mi to wyszło, ale JiWon i tak się zaśmiał.
-Wsiadaj, zabiorę cię w fajne
miejsce. - powiedział zachęcającym mnie ręką do wejścia.
Musiałam się chwilę zastanowić,
ledwo go znam, nie powinnam wsiadać do samochodu jakiegoś obcego
gościa. No może nie był taki obcy, w sumie wyglądał też na
niegroźnego.
Kurczę, tacy zwykle okazują się być
mordercami. Weźmy też pod uwagę fakt że raz mi pomógł.
-Hannah? Nie daj się prosić. - nieeee
nie złapiesz mnie na proszące oczka - Wsiadaj! - uśmiechnął się
uroczo. Co robi co robić ?
„Przepraszam mamo” - pomyślałam
wsiadając do samochodu. -”za to jaka się staje przy uroczych
chłopakach.”
Weszłam, zamknęłam drzwi. JiWon
pochylił się nade mną. Centymetry dzieliły nasze twarze od
siebie. Nieeee... Jest za wcześnie by mnie pocałował. A może?
Nagle jego ręka powędrowała w górę.
Co on miał zamiar zrobić? Ze strachu przymrużyłam oczy. Bądź co
bądź byłam dziewczyną z zasadami. Całowanie następuje po tym
jak stwierdzamy wspólnie że jesteśmy w tzw. związku. Może w
Korei robi się to szybciej? Boże co robić! ?
Zacisnęłam oczy. Poczułam jego rękę
sunącą w dół
I te wszystkie „nieczyste” myśli przerwał nagle tak dobrze wszystkim znany 'klik' zapinanego pasa.
I te wszystkie „nieczyste” myśli przerwał nagle tak dobrze wszystkim znany 'klik' zapinanego pasa.
Maatko, a już miałam nadzieję...
Otworzyłam szeroko oczy.
-Pasy trzeba zapinać – obdarzył
mnie uroczym uśmiechem.
-Aaaa, racja... - powiedziałam
zaskoczona.
Gdy wkładał kluczyki do stacyjki,
rozejrzałam się troszkę po samochodzie.
Miał bardzo ładny wóz. Widać było
że był nowy. Czarny lakier z wierzchu, w środku biała tapicerka.
I mój fotel był taki wygodny, miałam też dużo miejsca by
wyciągnąć nogi, co nie zdarzało się w naszym oplu. Mam na myśli
ten którym jeździł mój papa w Polandii, czyli samochód który w
tej chwili był zupełnie nie ważny.
-Jak ci się podoba Korea? - zagadną
od razu jak ruszyliśmy. - Jesteś tu pierwszy raz ?
-Yhym -zaczęłam mało inteligentnie
- nigdy wcześniej nie byłam poza granicami państwa- pomijając
wycieczkę klasową na Litwę dodałam w myślach. -Nie pomyślałabym
że będę mieszkać aż w Korei.
-Co ci się najbardziej podoba? -
zapytał. Widać było że lubi konkretne odpowiedzi bo pytał bardzo
szybko.
-Jest tu tak czysto, wszystko zdaje się
mieć swoje miejsce.
-Masz rację – patrzył prosto na
drogę i cały czas się uśmiechał. Czy on wybielał zęby? - Korea
Południowa jest bardzo poukładana. - skręcaliśmy właśnie w
prawo, a ja nie mogłam oderwać oczu od jego białych siekaczy. –
Mało o tobie wiem. - oho, zarzucił nowy temat, spojrzał na mnie
„kątem oka” więc odwróciłam szybko wzrok udając, że patrzę
na to co się dzieje za oknem – Skąd jesteś?
-Z Polski. - odpowiedziałam.
-Gdzie to leży ? - właśnie samochód
zatrzymał się na czerwonym świetle, więc JiWon korzystaj ac z
okazji przez chwilę na mnie patrzył.
Nie wiesz gdzie leży Polska ? Hmpf...
typowe...
-W Europie.
-Aha chyba już wiem. Czy to obok
Niemiec ?
-Tak, graniczymy z nimi.
-O teraz pamiętam ! - był chyba
zadowolony z siebie że skojarzył fakty bo zaczą się szczerzyć
znowu ukazując zęby żywcem wyjęte z reklamy jakiejś drogiej
pasty do zębów. - Byłem tam kiedyś. Wy robicie 'pierogi',
prawda?– słowo pierogi wypowiedział po polsku z dziwnym akcentem.
-Tak – zaśmiałam się .
-Wy chyba również macie pierogi. -
dodałam przypominając sobie tą informacje, trochę czytałam o
tym przed wyjazdem. Jestem żarłokiem więc musiałam wiedzieć czy
będę mogła się tu najeść, nie mogłabym znieść tylko ryżu.
Tak tak stereotypy.
-Mówisz o mandu? A co jadłaś je
kiedyś? - zapytał ruszając przy okazji samochód bo pojawiło się
zielone światło.
-Nie, jestem tu dopiero jeden dzień. -
zaznaczyłam.
-Nawet już nie pamiętam kiedy je
ostatnio jadłem. - westchną. - Następnym razem zaproszę cię na
mandu.
Następnym razem?! - te słowa na pewno
zakodowały się w każdej części mojego umysłu.
-Ale jesteś szybki, nawet nie
skończyliśmy tego spotkania, a ty już wyskakujesz z następnym. -
zagrałam niedostępną czy tylko mi się wydawało?
-Nie chciałem sprawić takiego
wrażenia – jego twarz trochę posmutniała. Zasmucony też
wyglądał cudownie. Tak przystojnie i słodko zarazem.
Jak prowadził jego twarz wyglądała
nadzwyczaj spokojnie. Nie marszczył czoła jak ktoś przed nim nie
znał się za dobrze na tym jak prowadzić auto, do tego cały czas
był uśmiechnięty jak tylko mnie pytał lub mi odpowiadał.
Mogłabym jechać z nim samochodem z Korei do Polski byleby tylko
wlepiać gały na jego „prowadzącą twarz”.
-Więc aż tak się gniewasz ? -
zapytał.
-Co ? - popatrzyłam zdziwiona.
-Pytałem się przed chwilą czy mi
wybaczysz.
-Ale nawet nie ma czego wybaczać. Nie
bierz tego tak do siebie. - uśmiechnęłam się – żartowałam.
-Uff. Ulżyło mi. - wypuścił głośno
powietrze. - Więc pójdziemy następnym razem na pierogi ?
-Ok – uśmiechnęłam się.
Samochód się zatrzymał.
-Jesteśmy prawie na miejscu, stąd
musimy dojść sami. - odpiął pas po czym wysiadł z samochodu.
Odpięłam pas i pociągnęłam za
klamkę czując że drzwi same „się ciągną”. Naprawdę nie
wiem jak opisać te zjawisko. Wyjaśnienie przyszło szybko. Okazało
się że to JiWon otwiera mi drzwi, a już myślałam że jego
samochód automatycznie otwiera drzwi na dotyk, wiecie coś jak
samochody z filmy science-fiction. Nie każdy musi być super
domyślny. Strasznie zdziwiły mnie regulatory temperatury w moim
pokoju w domu Łukasza. Zresztą to była dosłownie chwila, nawet
nie zauważyłam że podszedł do moich drzwi. (Wampir czy co ?)
Wysiadłam na pewno wyglądając jak uśmiechnięty głupek bo rzadko
kiedy jakiś chłopak otwierał mi drzwi od auta. Dżizz jaki
dżentelmen.
-Na razie pójdziemy chodnikiem w
górę. Zresztą . - złapał mnie za rękę – tak mi będzie
łatwiej. - uśmiechną się do mnie tak uroczo. Jego oczy zamieniły
się w cieniutkie czarne kreseczki.
Miał rację droga pod górkę była
trochę męcząca ale myślę że nie o to mu chodziło. Chodnikiem
szło jakieś dziesiątki ludzi. Wszyscy tworzyli gęsty tłum i
ciężko było się przecisnąć.
Po jakiejś chwili znaleźliśmy się
na miejscu. Małej przytulnej kawiarni której pewnie sama bym nie
zauważyła bo znajdowała się z tyłu jakiegoś większego budynku
a z ulicy wyglądało to raczej jak księgarnia.
Dookoła przy ścianach stały regały
z książkami a na środku stoliki, krzesła i kanapy.
JiWon zaprowadził mnie (nadal trzymał
mnie za rękę ^-^) w cichy i przyciemniony kąt gdzie stała rogówka
i stolik. Na oko widać było że tam najczęściej siadają pary.
-Tu będziemy mieli spokój –
powiedział anioł gdy popatrzyłam na niego pytająco.
Zaraz po tym jak usiedliśmy podeszła
do nas kelnerka z notesikiem w ręku.
-Jesteś głodna? - zapytał mnie
chłopak.
-Nie bardzo, ale z chęcią wypiłabym
coś chłodnego.
-Sok? Mrożona herbata ?
-Herbata.
Zaraz po tym JiWon zaćwierkał do niej
po koreańsku. Zapewne zamówienie. Ona się ukłoniła i odeszła.
-Podoba ci się ? - zapytał patrząc
mi się w oczy.
-Co?
-Miejsce, klimat ?
-Strasznie tu, hmm.... intymnie ? -
podniosłam jedną brew do góry czekając na wyjaśnienie.
-Chciałem ci pokazać moje ulubione
miejsce. - powiedział odgarniając mi kosmyk włosów za ucho, po
czym lekko zjechał ręką po mojej szyi i ją zabrał. Poczułam jak
robi mi się gęsia skórka.
Zaśmiałam się głupio spuszczając
wzrok. Co się ze mną dzieje?!
Chciałam szybko odwrócić jego uwagę
od mojego głupkowatego dziewczyńskiego zachowania.
-Ciągle rozmawiamy o mnie. Może teraz
ty odpowiesz na parę moich pytań. - powiedziałam odważnie patrząc
mu w oczy.
-Ok – znowu uśmiech.
-Więc czemu byłeś wtedy na lotnisku?
-Mój tata pracuje w Ameryce. W dzień
w którym na siebie wpadliśmy był dniem kiedy miałem przewidziany
powrót.
-Uczysz się gdzieś? - zadałam od
razu kolejne pytanie.
-Tak kończę właśnie liceum. Za
kilka miesięcy idę do college'u.
-Więc co chcesz robić w życiu? Masz
już ustalone plany?
-Zostanę chirurgiem plastycznym. -
odpowiedział z nutką dumy w głosie.
-Serio kręcą cię skalpele, krew i
botox ?
Nie zdążył mi odpowiedzieć bo jego
uwagę odwróciła kelnerka przynosząca nasze zamówienie.
Mrożoną herbatę i kawę.
-Myślę że będzie ci smakować –
powiedział i podał mi mój kubek.
Gdy już wypiliśmy nasze napoje JiWon
zamówił kolejne. Rozmowa z nim była naprawdę przyjemna. Miał
bardzo dobry akcent gdy mówił po angielsku. Nauczył mnie też
kilka zwrotów po koreańsku.
Potem posłuchaliśmy muzyki z jego
mp3. Oczywiście koreańskiej, to był mój chyba pierwszy raz gdy
słuchałam czegoś tak niezrozumiałego, a jednocześnie przyjemnego
dla ucha.
Czas mijał nam bardzo szybko, nie
zauważyłam nawet jak zrobiło się już ciemniej za oknem.
Spojrzałam na zegarek.
-Ojej jak późno! - wstałam
natychmiastowo.
-Spokojnie odwiozę cię. - powiedział
łapiąc mnie za przedramię i lekko sadzając.
-Nie serio, świetnie nam się gada i w
ogóle, ale ja muszę już wracać. Mój brat mnie zabije. -
powiedziałam spanikowana.
-Możesz już powoli wychodzić, tylko
zapłacę. - i odszedł do baru. Ja poszłam tak jak powiedział w
stronę wyjścia, za chwilę mnie dogonił i szybkim krokiem
poszliśmy w stronę samochodu.
Otworzył mi drzwi po czym poszedł
usiąść ze swojej strony. Jak tylko zapięłam pasy samochód
ruszył.
-Zaraz będziemy na miejscu, podaj mi
tylko adres. - powiedział zwinnie wymijając jakiś samochód.
Adres ? Nie znam adresu. Co zrobić ?
-Zawieź mnie tam skąd mnie zabrałeś
– jedynie to było w tej sytuacji jakimś punktem odniesienia.
Nie minęło 3 minuty jak znaleźliśmy
w tej okolicy gdzie były małe kawiarenki i butiki które
podziwiałam rankiem.
-Dziękuję, było mi naprawdę miło
spędzić z tobą czas mam nadzieję że się jeszcze spotkamy. -
uśmiechnęłam się.
-Ja również. - odwzajemnił uśmiech.
-No to cześć – powiedziałam
odwracając się w stronę drzwi.
Poczułam jak jego ręka chwyta mój
nad garstek i całe ciało odwraca się w jego stronę.
Przysuną się do mnie i pocałował
mnie w policzek po czym puścił mój nadgarstek.
-No to cześć . - powiedział i
ponownie się uśmiechnął.
Wysiadłam z samochodu. Jeszcze gdy
odjeżdżał patrzyłam się lekko osłupiona w jego szybę. On
machną mi ręką i już go nie było. Złapałam się wtedy za
policzek. Naprawdę to zrobił. Pocałował mnie. W policzek !
Gdy już przestałam się do siebie
uśmiechać jak jakaś głupia i kręcić się w miejscu z radości.
Zaczęłam się zastanawiać jak wrócić do domu.
Dobra teraz powinnam pójść prosto,
bo stamtąd zmierzałam tutaj. A teraz w prawo . - Mówiłam sobie w
myślach.
No a teraz gdzie ? - pamiętam że tędy
biegłam żeby uciec przed kochanym Leo.
Na chwilę musiałam się zatrzymać.
Nie skręciłam przypadkiem w odwrotną
stronę?
A może przegapiłam ten zakręt lub
jeszcze do niego nie doszłam?
-Wsiadaj. - usłyszałam nagle za sobą.
Odwróciłam się i zobaczyłam za sobą
motor, dokładnie czarny skuter. Wiecie taką kosiarkę którą
wszyscy z kartą moto-rowerową zrobioną w gimnazjum mogą się
wozić.
Nie widziałam tylko twarzy kierowcy
ale po chwili poznałam nieśmiertelnik na szyi. Naszyjnik Jake'a.
-Nie lubię cię, dlaczego miałabym
wsiadać? - powiedziałam oburzona.
-Twój brat chce dzwonić na policję.
RJ, Leo i GeMin poszli szukać cię w okolicy, wyobraź sobie że
nawet mi kazali jeździć jak głupi dookoła i cię wypatrywać. -
powiedział złośliwie. - Uwierz mi gdyby nie to że zabrali mi
telefon w życiu bym się nie ruszył.
-Powiedz mi gdzie mam pójść i możesz
mnie tu zostawić. - powiedziałam napuszona.
-Wsiadaj i nie rób problemu.
-Nie. - powiedziałam i odwróciłam
się plecami idąc przed siebie.
-Hej TY ! - wrzasną Jake. Chyba zdjął
kask bo słyszałam go bardzo wyraźnie, usłyszałam jak biegnie.
Nagle chwycił mnie za ramię i odwrócił mnie w swoją stronę. -
Nie utrudniaj!
-Nie wsiądę na tą twoją kosiarkę !
-Kosiarkę ?! - warkną oburzony. -
Słuchaj, gdyby nie to że zabrali mi komórkę nie byłoby mnie
tutaj.
-Mówiłeś . - wcięłam się mu
bezczelnie.
-Wszyscy się martwią, a ty masz to
tak po prostu w dupie i obściskujesz się z debilami w samochodach.
Pozwól że ułatwię sobie zadanie i … - złapał mnie za rękę i
poprowadził w stronę skutera.
-Puszczaj słyszysz ?! - próbowałam
wyszarpnąć swoją rękę z jego uścisku, na nic moje starania.
Jake pociągnął mnie jeszcze mocniej.
To była dosłownie chwila
Potknął się o kawałek wystającej
płyty chodnikowej.
Razem z nim runęłam w dół na beton.
Lądując ustami na jego ustach.
----------
Przepraszam was że kazałam wam tak długo czekać, na coś tak krótkiego ;p (No na moim programie do pisania wyszło 3,5 strony. Może takie krótkie to nie jest)
Miałam urodziny w tym tygodniu i zaczęły mi się ferie, trochę byłam rozproszona żeby coś napisać.
Czekam na szczere opinie :3 ale co do treści, do stylu plz się nie czepiajcie. Nie wiem jak to zmienić :p
Subskrybuj:
Posty (Atom)

