środa, 27 marca 2013

Przerwa w pisaniu

Hej! Przepraszam że nie dodawałam żadnych nowych notek. Poprawię się!
Wpadnijcie jutro około godziny 19 po nową część ;*
Buziaki <3 kocham Was ♥

Bardzo byłoby mi miło jeżeli czytacie mojego bloga regularnie dodać mnie do obserwowanch :
jeśli macie jakieś pytania związane z opowiadaniem zapraszam na mojego aska :3
www.ask.fm/bananowasomi

niedziela, 24 lutego 2013

Rozdział 5 cz 1

Śnił mi się uroczy sen. Siedziałam na ławce w jakimś super zielonym parku. Wyglądałam naprawdę świetnie. Trochę samolubne wiem. Cera mi się błyszczała (Nie, nie jak w zmierzchu) i włosy lśniły. Miałam na sobie jasną sukienkę.
Nagle przyszedł JiWon i pocałował mnie w rękę. Dając mi różowe tulipany, usiadł koło mnie. Uśmiechał się do mnie i przytulał mnie jednym ramieniem. A słoneczko nas grzało.
Nic więcej, tylko siedzieliśmy i uśmiechaliśmy się, a ja co chwilę wąchałam kwiatki.

Zostałam obudzona rano przez budzik w mojej komórce. Pośpiesznie wstałam, poszłam do łazienki i umyłam się. Potem lekki makijaż i zauważyłam (wisiał od środka na drzwiach od łazienki) mundurek szkolny. Założyłam go i dobrałam do niego czarne baleriny z kokardkami.

Zeszłam na dół na śniadanko. Gemin jadł płatki słuchając tłumaczącego mu coś z pełną buzią Leo. RJ jak zwykle (gdy mnie zobaczył zawsze robił to samo) kiwną lekko głową i wrócił do jedzenia tosta. Jake nie było w kuchni, stał na tarasie. Przez okno widać było, że tak samo jak RJ je tosta i popija „chyba” herbatą.
Od razu wiedziałam, z moich wnikliwych badań wcześniejszego wieczora, że chcę zjeść jajecznicę więc poszłam od razu do lodówki. Wyjęłam dwa ostatnie jajka i zapytałam się RJ gdzie jest patelnia.
Dopiero wtedy Leo z Gemin'em zobaczyli, że jestem w kuchni. Leo od razu włączył swój „fangirling”.
Wyją pośpiesznie komórkę i po chwili usłyszałam syntezator.
-Haaaaana. - tak, było tam dużo „a” - jak wyspałaś się?
Aplikacja cię trochę oszukuje Leo . - pomyślałam, ale lepszy rydz niż nic.
Podał mi komórkę. Napisałam na klawiaturze „Dobrze, a ty?” i wcisnęłam >tłumacz<.
Wyciamciaramciał coś po koreańsku.
-Dobrze. - odpowiedziała komórka Leo.
Wróciłam do robienia jajecznicy, chwilkę to zajęło, ale bardzo się cieszyłam gdy jedzenie znalazło się już na moim talerzu. Zajadałam się i popijałam to wszystko herbatą zaparzoną przez Gemin'a.
Gdy już skończyłam i poszłam wstawić talerz do zmywarki do kuchni wszedł mój brat najpierw po koreańsku potem po angielsku powiedział, że po drodze do szkoły musimy odwiedzić wytwórnię więc powinniśmy się już zbierać. Myślałam, że te polecenie dotyczy tylko chłopców więc mając jeszcze prawie godzinę do autobusu skierowałam się na schody.
-A ty gdzie ? - zapytał mnie po polsku mój brat, miał dziwny akcent.
-Hm? - odwróciłam się i spojrzałam pytająco.
-Bierz torbę i pakuj tyłek do samochodu. - powiedział i wskazał mi palcem drzwi.
-Serio muszę ? - popatrzyłam błagalnie.
On tylko pokiwał głową. Zrobiłam co kazał, wzięłam torbę i wyszłam z domu wypatrując auta.
Duża czarna furgonetka stała na ulicy.
-Ppalli! Ppalli! - krzyczał do mnie Leo wybiegając z domu.
-Co się pali ? - zapytałam wychodzącego za nim brata.
-On mówił: szybciej. - wytłumaczył.
Leo jak wyścigówka pobiegł do furgonetki, za nim biegli Gemin, potem RJ. Łukasz też przyśpieszył i wyprzedził mnie o pięć kroków. Więc w tym maratonie to ja byłam ostatnia, pomijając ciągnącego się jak mordoklejka Jake'a, który szedł tuż za mną.
-Spałaś? - zapytał szeptem z tym bezczelnym uśmiechem.
-Bardzo dobrze. - uśmiechnęłam się wrednie w odpowiedzi na jego głupi wyszczerz.
Przyśpieszyłam kroku tym samym zajmując miejsce z tyłu obok RJ. Obok mnie usiadł Jake, zatrzasną drzwi i samochód ruszył.
Droga nie była długa, jednak dzięki porannym korkom trwało to dłużej niż powinno. Jake stał się obojętny, znowu. Siedział cicho, RJ także. Jedynymi. którzy rozmawiali był Leo i Gemin. Mój brat prowadził auto.
-Chłopcy przygotować się – powiedział mój brat najpierw po angielsku, a potem po koreańsku. Ten to ma trudne życie.
Zespół naciągną kaptury na głowy, wszyscy założyli czarne okulary przeciwsłoneczne i niektórzy naciągnęli chustki do połowy twarzy.
-O co chodzi ? - zapytałam.
-Lepiej żeby nikt nas nie widział i kojarzył przed debiutem. - powiedział RJ obojętnym tonem, jak zwykle.
Wysiedliśmy przed dużym szarym „blokiem” z mnóstwem okien. W sumie był prawie w całości szklany. Nad szerokimi drzwiami widniał duży napis SILVER MEDIA.
-Jak ci się podoba? - zapytał mój brat.
-Niezły budynek. - poklepałam go po ramieniu, pokazując tym samym jak gardzę tym że nie powiedział mi wcześniej, że jest taki bogaty. Zaraz po tym moją uwagę zwróviła dość spora kolejka utworzona przy wejściu - Po co ci ludzie? Rozdajesz coś ? - zapytałam pół żartem, pół serio.
-Każdy chce być sławny. - wzruszył ramionami i założył okulary przeciwsłoneczne po czym wcisnął jedną parę do mojej ręki. Nie zastanawiając się za długo włożyłam je pośpiesznie na nos. Gdy wchodziliśmy do budynku ludzie krzyczeli i próbowali dotknąć mojego brata, a także obmacywali chłopaków. Kilka rąk dotknęło i mnie.
-Wow, jacy napaleni. - skomentowałam gdy znaleźliśmy się w środku, rozejrzałam się dookoła przypadkowo spojrzałam na Jake'a który pomachał brwiami, założę się że zareagował tak na słowo napaleni. Zrobiłam zniesmaczoną minę i odwróciłam się do mojego brata.
-Chodźmy dalej nie mamy czasu – powiedział i ruszyliśmy w stronę windy. -Teraz chłopcy muszą obeznać się z dzisiejszym harmonogramem. Ty w tym czasie poczekasz u mnie w biurze. - oznajmił, gdy wsiedliśmy do windy. Pokiwałam tylko głową, na znak że przyjęłam to do wiadomości.
Winda zatrzymała się na drugim piętrze, czyli przedostatnim. Poszliśmy korytarzem prosto.
Jak reszta ścian te również były szaro-białe z paskiem granitu gdzieś tak na wysokości rąk.
Doszliśmy do takiego jakby rozgałęzienia? Mistycznych rozstai dróg? No bo pośrodku stał kontuar, a po jego lewej i prawej stronie szły dalsze korytarze. Coś w kształcie litery „T”.
Za kontuarem stała uczesana w gładki, wysoki kucyk azjatka w niebieskiej koszuli i szarej spódnicy.
-Annjong-hasejo – powiedziała wstając z krzesła i kłaniając się z lekkim uśmiechem.
-Ohoho, nieźle ich trenujesz. – mruknęłam do mojego brata po polsku.
-Ukłoń się głupia. - mrukną i mocno klepną mnie w dół kręgosłupu. Zauważyłam, że chłopcy też się kłaniają, do tego kilka razy, coś jak ćwiczenie na wf-ie „raz, dwa, trzy, wyprost”.
-Na Eun to moja siostra Hannah. - przedstawił mnie sekretarce brat. Chciałam podać jej rękę, ale brat klepną mnie w plecy co znaczyło, że powinnam się ukłonić.
-Hello – powiedziałam z „uroczym” uśmiechem lekko masując sobie dolny odcinek kręgosłupa.
-Czy Nikki już przyszła ? - zapytał ją mój brat.
-Tak panie dyrektorze. Jest już w konferencyjnej, razem z Kiss. - odpowiedziała grzecznie po angielsku sekretarka.
-Chłopcy idźcie przywitać panią dyrektor. - nakazał im mój brat, od razu skłonili się sekretarce i odeszli. Brat odwrócił się w moją stronę - Chodź zaprowadzę cię do mojego biura.
Ukłoniłam się ( wcześniej dostając znowu w plecy) i odeszliśmy od kontuaru skręcając w lewy korytarz.
-Szu, szu panie dyrektorze. - zaśmiałam się gdy doszliśmy do biura mojego brata.
Tak jak się spodziewałam było srebrno-białe ( bardziej szaro-białe) tak jak reszta wytwórni którą zobaczyłam. Stały tam dwie czarne, skórzane kanapy, stolik, półka ze statuetkami, no i biurko które zostało umieszczone naprzeciw wielkiego okna z szarymi zasłonami.
-Chcesz skorzystać z komputera? Trochę to potrwa zanim skończymy wszystko omawiać. - zapytał.
-Yhym – pokiwałam głową.
-Spokojnie, mam angielskiego Windowsa – powiedział odpalając komputer. - Poczekaj tu chwilę, przyjdę po ciebie, jakbyś chciała do łazienki to znajduje się 2 drzwi dalej od moich. Teraz już idę. - nawet nie zdążyłam powiedzieć „OK” bo już go nie było.
Zaczęłam od obczajenia Facebooka. Oczywiście tak jak mogłam się spodziewać miałam dwa powiadomienia nie więcej (wspominałam, że nie byłam za bardzo popularna), do tego były to zaproszenia do gier, od razu więc przeszłam do sprawdzenia poczty. Tu już coś się działo.
Dostałam parę zdjęć od mojej przyjaciółki Leny która jak już wspominałam przeprowadziła się do Grecji. Wysłała parę ładnych widoczków i „fotek z rąsi” by pokazać mi swoją nową fryzurę. Z platynowego blondu przemalowała się na orzech co bardzo ładnie podkreślało jej zielone oczy. Na dole dopisała żebym też przesłała jej kilka zdjęć i napisała o pogodzie w Polsce.
O Polsce? No tak! Nie miałam jeszcze czasu, aby ją poinformować o moim nagłym wyjeździe do Korei.
Na początku e-maila napisałam kilka wyjaśnień, czemu i dlaczego jestem w Korei.
Potem dopisałam kilka zdań takich jak : dziś zaczynam szkołę, życz mi powodzenia. Oczywiście pominęłam to, że mieszkam z zespołem i mój brat jest super bogaty. Ma wytwórnię płytową i cieszy się niemałą sławą patrząc na wszystkie statuetki i nagrody na jego półce.
Wcisnęłam wyślij.
I nagle, ktoś wparował do biura. Dokładnie trzech chłopaków. Wysokich i nieźle zrobionych. W moim mieście nigdy nie widziałam gościa który ma pomalowanie włosy na czerwono albo na blond jak dwóch tutaj. Ten trzeci miał najbardziej naturalny kolor, bo azjaci chyba „oryginalnie” mają czarne włosy, nie mylę się prawda? Stali tak sobie lampiąc się na mnie, w luźnych koszulkach z kolorowymi nadrukami i spodniach od dresu. Zrobili krok w moją stronę.
-O! - zatrzymał dwóch pozostałych jedną ręką szatyn, drugą wskazał na mnie palcem. - Yeoja.
Patrzyli się zdziwieni, zapewne miałam podobną minę.
Matko co zrobić?!!!? - pomyślałam, zaraz potem wybierając najbardziej neutralną opcję.
-Dzień dobry - powiedziałam po angielsku, wstałam i ukłoniłam się.
Z nadal zdziwionymi minami ukłonili się i odpowiedzieli tym samym, trochę zniekształconym powitaniem, po angielsku oczywiście. Zaraz do biura wbiegła ta sama sekretarka, którą parę minut wcześniej poznałam – Naeun. Mówiąc coś do nich po koreańsku pokazała im wyjście. Posłusznie jeden za drugim, co chwilę odwracając się i zerkając na mnie wyszli z pomieszczenia.
-Bye. - powiedział „blondyn” uśmiechając się i machając ręką, gdy sekretarka próbowała wypchnąć go z biura.
W końcu zamknęła za ostatnim drzwi i przyparła do nich bokiem.
-Przepraszam za nich. Mieli iść na zebranie w konferencyjnej, ale źle mnie zrozumieli. - odeszła od drzwi i się skłoniła. - Zawsze rano lubią robić zamieszanie. - po jej minie widać było, że to naprawdę nie był pierwszy raz gdy robili coś takiego i że miała tego dość.
-Nic nie szkodzi. Zdarza się. - uśmiechnęłam się. - A tak w ogóle kim oni są ? - zapytałam.
-Kim są ?! - zapytała zdumiona. - Nie wiesz? - była naprawdę zdziwiona. Podeszła do komputera i otworzyła wyszukiwarkę wpisując nazwę E-NERGY. - Hallyu Super Stars!
Popatrzyłam na nią zdziwiona, zastanawiałam się co to „hallyu”, jakiś koreański Big Brother?
-Grupa założona przez Silver Entertaiment. Jeden z czołowych boysbandów w Korei. - wytłumaczyła widząc moją minę. Na ekranie pojawiło się kilka zdjęć. - Poczytaj sobie ja muszę iść. - powiedziała, skłoniła się i wyszła mrucząc pod nosem coś po koreańsku, myślę, że ich przeklinała.
-E-NERGY ? - zapytałam samą siebie patrząc na zdjęcia na monitorze. Znalazłam na nich te trzy twarze które widziałam przed chwilą. Wyglądali co prawda trochę inaczej, tutaj gdy stali przede mną byli bez make-up'u, na zdjęciach mieli olśniewające twarze.
Przeglądałam tak fotki gdy nagle do biura znowu ktoś wparował i zakłócił mój spokój.
Kolejny azjatycki blondyn, ale ten miał niebieskie pasemka.
-Ooo! Geudeul-eun olh-ass ! Dangsin-eun aleumdabseubnida! (Oni mieli rację, jesteś ładna! ) - uśmiechną się.
-Ttohan bogo sip-eo! (Też chcę zobaczyć!) - do pomieszczenia wszedł kolejny chłopak tym razem o ten miał brązowe włosy z orzechowymi pasemkami. - Wow ! Yeppeun ! ( Łał, ładna!)
-Naga! (wynocha!) - wbiegła za nimi sekretarka. Blondyn totalnie ją zignorował i zaczął coś do mnie gadać czego w ogóle nie zrozumiałam.
-Annyeonghaseyo ! Nae ileum-eun Xeo ibnida. (Dzieńdobry ! Mam na imię Xeo. )- wyciamciaramciał i się skłonił.
-Anjajasejo? - popatrzyłam na niego, próbowałam się uśmiechać, nie kojarzyłam nawet co powiedziałam.
-Przepraszam, bardzo przepraszam. - powtarzała sekretarka, próbując wypchnąć blondyna za drzwi.
Zwinnym ruchem się jej wyślizgnął i usiadł na kanapie.
-Nan an gal geoyeyo . ( Nigdzie nie idę) – założył ręce.
-Zaraz wrócę. - powiedziała do mnie sekretarka i szybko wybiegła.
-Dangsin-ui ileum-eun mueos-ibnikka? (Jak masz na imię ?) - wstał z kanapy i przybliżył się do mnie.
-Nie rozumiem co mówisz. - powiedziałam po angielsku.
-Naneun hangug jul moleuna? (Nie mówisz po koreańsku?) - zapytał, przynajmniej tak to odebrałam. -Ukhm. - odchrząkną - I'm Xeo. Thanks i'm fine. - powiedział tym dziwnym akcentem.
Uśmiechnęłam się, ciesząc się że ktoś jest gorszy z angielskiego niż ja. - I'm Hannah. - skłoniłam się.
-Hannah! - wyraźnie się ucieszył, chyba z tego że zrozumiał.
Jego radość przerwało dwóch panów w garniturach którzy wyciągnęli go spokoju.
-Przepraszam najmocniej – powiedziała Naeun wchodząc zaraz po tym „incydencie”. - Ja już dopilnuje, żeby nikt tu nie wszedł. - znowu się skłoniła i wyszła zamykając za sobą drzwi.
Dalej tak jak obiecała nikt nie wszedł. Zaczęło mi się nudzić, więc zaczęłam czytać na wikipedii o tym całym SILVER MEDIA. Okazało się, że mój brat ma na swoim koncie niezłe sukcesy, stworzył kilka dobrych zespołów i wypromował kilku solistów. A ja myślałam cały czas, że wciąga fluki w jakimś biurze rachunkowym i ledwo wiąże koniec z końcem, jak my (mama, tata plus ja) w Polsce.
Od dziecka nie lubił się dzielić, gbur.
Gdy już sprawdziłam na komputerze co trzeba, wyłączyłam go i zaczęłam rozglądać się po pokoju. Podeszłam do półki z trofeami. Plakietki nic mi nie mówiły, były napisane po koreańsku, więc poddałam się i usiadłam na kanapie czekając na powrót mojego brata.
Wrócił dokładnie pół godziny przed czasem moich lekcji w nowej szkole. Już myślałam, że się spóźnię.
Wszedł do biura za nim jakaś Azjatka, JR i Jake.
-Leo i Gemin zostali już wysłani do szkoły. - wyjaśnił. - O! - spojrzał na azjatkę która przed chwilą przypomniała o sobie chrząknięciem. - Hanna to jest Nikki, moja przyjaciółka i partner biznesowy.
-Cześć miło mi cię poznać. - powiedziała lekko kiwając głową.
-No heej. - powiedziałam z głupim uśmieszkiem.
-Możemy już iść do szkoły? - zapytał Jake przerywając krótką ciszę która nastąpiła po moim głupkowatym powitaniu.
-Tak, tak. - powiedział mój brat. - Ale zanim jeszcze wyjdziecie... - zatrzymał tym zdaniem Jake który już stał odwrócony do drzwi. - Mam kilka próśb.
-Streszczaj się. - mrukną Jake, odwracając się w naszą stronę i przewracając oczami.
-Zaprowadzicie Hanę na pierwszą lekcję, ale dyskretnie, żeby nikt nie widział że macie ze sobą coś wspólnego.
-To miała być prośba czy rozkaz? - zapytał bezczelnie „ten który się tak strasznie śpieszy”.
-A mogę wiedzieć czemu, mamy udawać, że nie mamy ze sobą do czynienia? - zapytałam wcinając się zanim mój brat odpowiedział Jake'owi.
-Myślę że ludzie mogą się domyślić że jesteś moją siostrą, wtedy mogą też się domyślić, że formuję nową grupę. - powiedział takim trochę martwiącym się tonem, jej czy ten przemysł muzyczny musi być taki tajemniczy? - Więc obiad jesz oddzielnie, nie podchodzisz do nich w szkole, zaprzeczasz, że masz coś z nimi wspólnego lub ich znasz. Zrozumiano? - popatrzył pytająco.
-Tak. - przytaknęłam. Trochę nie pojmowałam tej całej sytuacji no ale widząc tych ludzi rano, stojących w kolejce na casting...
-To samo tyczy się was. - Łukasz pokazał palcem najpierw na JR, a potem na Jake'a.
-Dobra. - powiedzieli razem, tal obojętnie jak tylko się da.
-Chodźmy już do szkoły. - powiedział JR i popchną Jake'a w stronę drzwi.
Wyszliśmy z wytwórni jakimś tylnim wyjściem. Było nieźle ukryte, drzwi znajdowały się zaraz za kontenerem ze śmieciami. Smukłą uliczką przecisnęliśmy się na ulicę pełną ludzi. Chłopcy szli tak jakbym nie istniała. Albo już się wczuli w rolę, albo … dobra nie będę rozmyślać. Ważne, że przestali zwracać na mnie uwagę i nawet nie patrzyli czy idę za nimi.
Po drodze minęliśmy parę ładnie wyglądających butików, kawiarenek i stoisk z dobrze pachnącym jedzeniem. Patrząc na jedną z drogerii przypomniałam sobie, że krem mi się kończył i będę musiała tu zajść po szkole.
Jeszcze kilka kroków i moim oczom ukazała się szkoła. W sumie nic specjalnego, widziałam podobne budynki w Polsce. Wchodziło się do niej przez szeroką bramę i szło chodnikiem mijając po prawej i lewej ładne zielone trawniki, gdzieniegdzie były tam stoliki i ławki.
W środku szkoła była ładnie pomalowana na neutralne kolory bardzo delikatny zielony, beżowy i biały. Na całej długości korytarza znajdowały się białe szafki, z czego się bardzo ucieszyłam, bo zawsze chciałam mieć szafkę. To chyba amerykańskie filmy tak na mnie działają.
Poprawiłam lekko spódniczkę, i przeczesałam palcami włosy.
Jake lekko trykną mnie palcem w ramie i bardzo dyskretnie pokazał palcem drzwi z napisem „Pokój Nauczycielski” po angielsku.
-Pa – powiedział bezgłośnie JR. Cały czas widziałam że nie przepadał za mną i wszystko robił z uprzejmości. Odpowiadał, informował, żegnał się i witał. Wszystko było wymuszone. Smutne...
Zapukałam w drzwi gabinetu, na drzwiach wisiała notka „Uczniom wstęp wzbroniony” więc wolałam poczekać, aż ktoś mi otworzy. W końcu zrobiła to wysoka blondynka, nie Azjatka co mnie bardzo zdziwiło.
-Tak? - popatrzyła na mnie, zaciekawiona.
-Jestem nową uczennicą, słyszałam że mam tu się zgłosić. - powiedziałam trochę nie pewnie.
-Hannah, tak? Jestem twoją nauczycielką angielskiego. Uczniowie mówią na nazwisko mam Choi. - przedstawiła się i wpuściła mnie do pomieszczenia.
Moim oczom ukazało się dużo wydzielonych stref, tak jak w jakimś wielkim biurze. Każdy miał swoje oddzielne biurko i komputer. Pani Choi poprowadziła mnie do swojego stanowiska.
-Usiądź proszę, sprawdzę gdzie masz teraz lekcje. - powiedziała wskazując mi krzesełko stojące obok mnie.
Usiadłam posłusznie, a pani C odeszła na chwilę, by zaraz wrócić z moim planem.
-Więc dziś zaczynasz od matematyki. Zaraz po kogoś zadzwonię, żeby cię odeskortował. - uśmiechnęła się.
-Wystarczy mi powiedzieć gdzie, poradzę sobie! - zapewniłam.
-Uwierz sama miałam problemy ze znalezieniem czegokolwiek w tej szkole. - zaśmiała się. Miała takie ładne perłowe ząbki i uroczy śmiech. Chwyciła za telefon i wcisnęła kilka guziczków. - Jest już nowa uczennica, możesz kogoś wysłać po nią tutaj na dół, ok dziękuję. - odłożyła słuchawkę. - Poczekaj chwileczkę, zaraz ktoś przyjdzie. - powiedziała i zaczęła przeglądać notatki na swoim biurku.
Po około pięciu minutach w drzwiach pojawiła się niziutka Azjatka uczesana w kucyk i ubrana w mundurek szkolny z kilkoma przypinkami na piersi.
-Dzień dobry pani Choi. - powiedziała kłaniając się.
-Haruna to jest Hana – przedstawiła nas sobie nauczycielka. Dziewczyna spojrzała na mnie do góry.
-Miło mi cię poznać. - powiedziałam lekko się kłaniając, załapałam że to bardziej wypada niż podawanie dłoni. 
-Chodźmy - uśmiechnęła się i razem wyszłyśmy z pokoju nauczycielskiego.

--------------------------
Następna część już niedługo zostanie tutaj dodana. po prostu nie wiem czy będę miała czas napisać coś w tym tygodniu więc podzieliłam ten rozdział na 2 części :3
Przepraszam, może rozdział nie spełnił waszych oczekiwań i nie ma wyjaśnionego wszystkiego, ale jak to się mówi wszystko w swoim czasie. Mam nadzieję że przynajmniej się podobał. Przepraszam że tak długo musieliście czekać. 
Również przepraszam za nawał postaci obiecuję po 2 cz dodać kolejną notkę orientacyjną z postaciami. :3
Jeśli macie jakieś pytania piszcie na ask.fm/bananowasomi

Dziękuję za to że czytacie :3 ♥

   

środa, 13 lutego 2013

teaser ^^

Myślę że nie możecie doczekać się kolejnej części :3 nie chce być uważana za osobę która nie dba o swoich czytelników. Następny rozdział jak to powiedzieć, będzie dłuższy niż rozdziały zazwyczaj, muszę trochę wam poopisywać wytwórnię, szkołę żebyście czuli się w klimacie Hanny a do tego nie mam czasu bo cały czas nas jadą z kartkówkami i sprawdzianami w szkole więc robię małą zapowiedź czyli wstawiam wam początek kolejnego rozdziału :3 Nie było to jeszcze poprawiane, więc błędy na pewno jakieś się znajdą...
No dobra czas na... teaser !



>>>>>>>><<<<<<<<<


Śnił mi się uroczy sen. Siedziałam na ławce w jakimś super zielonym parku. Wyglądałam naprawdę świetnie. Trochę samolubne wiem. Cera mi się błyszczała (Nie, nie jak w zmierzchu) i włosy lśniły. Miałam na sobie jasną sukienkę.
Nagle przyszedł JiWon i pocałował mnie w rękę. Dając mi różowe tulipany, usiadł koło mnie. Uśmiechał się do mnie i przytulał mnie jednym ramieniem. A słoneczko nas grzało.
Nic więcej, tylko siedzieliśmy i uśmiechaliśmy się, a ja co chwilę wąchałam kwiatki.

Zostałam obudzona rano przez budzik w mojej komórce. Pośpiesznie wstałam, poszłam do łazienki i umyłam się. Potem lekki makijaż i zauważyłam (wisiał od środka na drzwiach od łazienki) mundurek szkolny. Założyłam go i dobrałam do niego czarne baleriny z kokardkami.

Zeszłam na dół na śniadanko. Gemin jadł płatki słuchając tłumaczącego mu coś z pełną buzią Leo. RJ jak zwykle (gdy mnie zobaczył zawsze robił to samo) kiwną lekko głową i wrócił do jedzenia tosta. Jake nie było w kuchni, stał na tarasie. Przez okno widać było, że tak samo jak RJ je tosta i popija „chyba” herbatą.
Od razu wiedziałam, z moich wnikliwych badań wcześniejszego wieczora, że chcę zjeść jajecznicę więc poszłam od razu do lodówki. Wyjęłam dwa ostatnie jajka i zapytałam się RJ gdzie jest patelnia.
Dopiero wtedy Leo z Gemin'em zobaczyli, że jestem w kuchni. Leo od razu włączył swój „fangirling”.
Wyją pośpiesznie komórkę i po chwili usłyszałam syntezator.
-Haaaaana. - tak, było tam dużo „a” - jak wyspałaś się?
Aplikacja cię trochę oszukuje Leo . - pomyślałam, ale lepszy rydz niż nic.
Podał mi komórkę. Napisałam na klawiaturze „Dobrze, a ty?” i wcisnęłam >tłumacz<.
Wyciamciaramciał coś po koreańsku.
-Dobrze. - odpowiedziała komórka Leo.
Wróciłam do robienia jajecznicy, chwilkę to zajęło, ale bardzo się cieszyłam gdy jedzenie znalazło się już na moim talerzu. Zajadałam się i popijałam to wszystko herbatą zaparzoną przez Gemin'a.
Gdy już skończyłam i poszłam wstawić talerz do zmywarki do kuchni wszedł mój brat najpierw po koreańsku potem po angielsku powiedział, że po drodze do szkoły musimy odwiedzić wytwórnię więc powinniśmy się już zbierać. Myślałam, że te polecenie dotyczy tylko chłopców więc mając jeszcze prawie godzinę do autobusu skierowałam się na schody.
-A ty gdzie ? - zapytał mnie po polsku mój brat, miał dziwny akcent.
-Hm? - odwróciłam się i spojrzałam pytająco.
-Bierz torbę i pakuj tyłek do samochodu. - powiedział i wskazał mi palcem drzwi.
-Serio muszę ? - popatrzyłam błagalnie.
On tylko pokiwał głową. Zrobiłam co kazał, wzięłam torbę i wyszłam z domu wypatrując auta.
Duża czarna furgonetka stała na ulicy.
-Ppalli! Ppalli! - krzyczał do mnie Leo wybiegając z domu.
-Co się pali ? - zapytałam wychodzącego za nim brata.
-On mówił: szybciej. - wytłumaczył.
Leo jak wyścigówka pobiegł do furgonetki, za nim biegli Gemin, potem RJ. Łukasz też przyśpieszył i wyprzedził mnie o pięć kroków. Więc w tym maratonie to ja byłam ostatnia, pomijając ciągnącego się jak mordoklejka Jake'a, który szedł tuż za mną.
-Spałaś? - zapytał szeptem z tym bezczelnym uśmiechem.
-Bardzo dobrze. - uśmiechnęłam się wrednie w odpowiedzi na jego głupi wyszczerz.
Przyśpieszyłam kroku tym samym zajmując miejsce z tyłu obok RJ. Obok mnie usiadł Jake, zatrzasną drzwi i samochód ruszył.
Droga nie była długa, jednak dzięki porannym korkom trwało to dłużej niż powinno. Jake stał się obojętny, znowu. Siedział cicho, RJ także. Jedynymi. którzy rozmawiali był Leo i Gemin. Mój brat prowadził auto.
-Chłopcy przygotować się – powiedział mój brat najpierw po angielsku, a potem po koreańsku. Ten to ma trudne życie.
Zespół naciągną kaptury na głowy, wszyscy założyli czarne okulary przeciwsłoneczne i niektórzy naciągnęli chustki do połowy twarzy.
-O co chodzi ? - zapytałam.
-Lepiej żeby nikt nas nie widział i kojarzył przed debiutem. - powiedział RJ obojętnym tonem, jak zwykle.
Wysiedliśmy przed dużym szarym „blokiem” z mnóstwem okien. W sumie był prawie w całości szklany. Nad szerokimi drzwiami widniał duży napis SILVER MEDIA. Pod budynkiem tłoczyła się niezła kolejka.
-Jak ci się podoba? - zapytał mój brat.
-Niezły budynek. Po co ci ludzie? Rozdajesz coś ? - zaśmiałam się.
-Każdy chce być sławny. - wzruszył ramionami i założył okulary przeciwsłoneczne po czym wcisnął jedną parę do mojej ręki. Nie zastanawiając się włożyłam je pośpiesznie na nos.
Ludzie krzyczeli i próbowali dotknąć mojego brata gdy wchodziliśmy do budynku, a także obmacywali chłopaków. Kilka rąk dotknęło i mnie.
-Wow, jacy napaleni. - skomentowałam gdy znaleźliśmy się w środku. Przez chwilę spojrzałam na Jake'a który pomachał brwiami. Zrobiłam zniesmaczoną minę i odwróciłam się do mojego brata.
-Teraz jedziemy na górę, chłopcy muszą obeznać się z dzisiejszym harmonogramem. Ty w tym czasie poczekasz u mnie w biurze. - oznajmił, gdy wsiedliśmy do windy.
-Ok.
Winda zatrzymała się na drugim piętrze, czyli przedostatnim. Poszliśmy korytarzem prosto.


>>>>>>>><<<<<<<<<

Myślę że zostanie to jeszcze troszkę wzbogacone i poprawione , albo i nie ^^ Czekajcie cierpliwie ;*

aha i jeszcze jedno, pomysł z zapowiedzią podesłała mi Klaudia (pozdro bejbe xd) :> jak coś to dla niej podziękowania nigdy nie myślałam żeby zapowiadać rozdziały :3 ;***

sobota, 2 lutego 2013

Rozdział 4 cz 3

 Poczułam jak cała krew z mojego ciała nagle wylewa się na moich policzkach.
Wiecie kobieta rzadko znajduje się w takich sytuacjach jak ta. W tym momencie przystojny Azjata leżał ustami na moich ustach. Tak, bardzo niecodzienna sytuacja.
Patrzyłam się w jego oczy, a on w moje. Zarówno w jego jak i w moich widać było ogólnie zaskoczenie, trochę przerażenia, ciutkę zdziwienia.... Dobra ! Tworzę się, okropnie dziwnie się czułam i nie wiem ile to trwało te leżenie na sobie. Ale w końcu ktoś to musiał przerwać.
Teraz tak żałuję, że to on to zakończył, gdybym to była ja miałabym w przyszłości powód do dumy. Niestety byłam na dole.
Jego dłonie znalazły się z obu stron mojej głowy. Podniósł się na rękach, tak jakoś na wzór pompki. Uśmiechną się szyderczo.
-Rany wyglądasz jak jagoda. - powiedział przechylając lekko głowę w prawo niby to w geście badawczym. Złapałam się za policzki by zasłonić czerwone plamy (zwane przez niektórych rumieńcami).
-Zejdź ze mnie – powiedziałam cicho.
-Hmm? - popatrzył na mnie pytająco.
-Złaź ze mnie ! - krzyknęłam mu w twarz tak głośno, że ze strachu ( zaskoczenia) przewrócił się na plecy lądując obok mnie po czym zaraz się podniósł do pozycji stojącej.
-Wstawaj – powiedział patrząc się w niebo i wyciągając do mnie rękę.
Podniosłam się, bez korzystania z jego pomocy.
-Dobra.- mrukną chowając rękę do kieszeni spodni. -A teraz chodź, zawiozę cię do domu.
-Możemy tego sobie oszczędzić, powiedz tylko gdzie mam iść.
-Naprawdę musisz być takim twórcą problemów.(trouble maker xd) - patrzył się na mnie spod przymrużonych powiek.
Złapał mnie za rękę i pociągną na skuter.
-Chyba umiesz to założyć? - powiedział podając mi kask po czym usiadł „za kierownicą”.
Popatrzyłam się na kask, a potem na niego. Nachalnie pokazywał mi ręką, żebym się streszczała, więc zrezygnowana nałożyłam ten „hełm” na głowę. Podeszłam do skutera, złapałam się za barki Jake'a i już miałam przekładać nogę gdy nagle odwrócił głowę w moją stronę i krzykną.
-Ej! Co z ciebie za dziewczyna?!
-O co ci znów chodzi? - popatrzyłam na niego wkurzona. Znacząco popatrzył na moją sukienkę.
„No tak „ - powiedziałam do siebie w myślach. „Damom nie wypada siadać na 'okrak' ”
-To jak mam usiąść? - zapytałam ze zmęczeniem w głosie. No miałam go całkowicie dość.
-Bokiem.
-Co?!
Złapał mnie jedną ręką w talii i usadził na siedzeniu. Nie powiem, było stabilnie.
-Teraz złap mnie w pasie.
Ścisnęłam go mocno obiema rękami. A co mi tam wyżyję się trochę na nim.
-Chcesz mnie udusić?
-Lubisz to. - powiedziałam obojętnie.
Nie odezwał się już, tylko odpalił motor. Poluźniłam trochę uścisk bo czułam że jeans jego kurtki jeszcze chwila, a odbije mi się wzorkiem na rękach.
Ruszyliśmy, przymknęłam oczy wtulając się mocniej w jego plecy.
Nie minęła chwila, a znaleźliśmy się na podjeździe domu mojego brata.
Zeszłam ze skutera. Jake zaraz za mną.
-Ekhm. - mrukną, pokazując na kask.
Odpięłam pasek i podałam mu go grzecznie. Czyli rzuciłam mu go w łapy z największą siłą.

-Dziękuję. - powiedziałam cicho.
-Przepraszam nie słyszałem. - powiedział złośliwie uśmiechnięty.
-I ty masz zostać piosenkarzem? Jakoś mało co słyszysz. - dogryzłam i weszłam do domu.
Światło było zgaszone. W sumie to nie widziałam i klepałam ręką po ścianie szukając włącznika.
Gdy go znalazłam, poczułam że czyjaś ręka ląduje na mojej. Światło się zapaliło.
Oczywiście nie nikt inny jak Jake stał do mnie wyszczerzony. Przysuną się do mnie i jedną ręką oparł się o ścianę obok mojej głowy.
-Jesteśmy sami.
-Mam się bać? - zapytałam zmęczona. Prześlizgnęłam się i poszłam w stronę kuchni zostawiając go z jego ręką na ścianie.
Poszedł za mną.
Zajrzałam do lodówki.
-Wow. Za dużo to wy nie macie. - powiedziałam oglądając kilka puszek.
„Spaghetti w 3 minuty”, „Jakiś Rosołek” , „Pulpeciki z grzybkami”, „Kapusta” (?) wszystko czytałam z obrazków. Kurczę koreański to nie mój język zrozumcie.
-Nie mamy czasu żeby jeść, zwykle jadamy coś na mieście, lub zamawiamy. - wytłumaczył sięgając do lodówki po wodę oczywiście nie omieszkał objąć mnie przez chwilę jedną ręką w pasie.
Odwróciłam się gwałtownie.
-Nie rób tak! - krzyknęłam.
-Jak? - zapytał po tym jak upił łyka z butelki.
-Nie dotykaj mnie.
-Nic na to nie poradzę. - powiedział z udawanym smutkiem w głosie. - Stałaś mi na drodze musiałem cię przesunąć.
-Jak jesteśmy wszyscy razem to nawet słowem się do mnie nie odezwiesz. Jak zostajemy sami to mnie macasz i szepczesz.
-Jeju, dziewczyno powstrzymaj fantazje. - powiedział uśmiechnięty.
-Nieważne – odwróciłam się znowu w stronę lodówki. Z produktów które były mogłam zrobić sobie jajecznicę, lub sałatkę z sałaty (co brzmiało super bez sensu ale nie było tu innych warzyw niż sałaty ). Było jeszcze te puszkowane żarcie, ale mnie brzydziło więc zdecydowałam się na jajecznicę.
-Gdzie macie patelnię? – zapytałam i odwróciłam się.
Jego twarz znajdowała się naprzeciwko mojej. Stał cały czas za mną ?
-C-co robisz ? - zapytałam cicho.
-Odkładam wodę. - szepną z tym samym głupim uśmieszkiem. Czułam za plecami, że schował wodę i zamkną lodówkę.
Przyparł mnie do lodówki. Byliśmy w sumie tego samego wzrostu. On był jakieś 3 cm wyższy. Oczy znajdowały się na tej samej wysokości.
Cały czas mówił szeptem.
-Jedyne słowo z ust Leo które rozumiem to „HaNi” .
-Hmm?
-Jest od ciebie uzależniony.
-J-jest co? - zająknęłam.
-Może ja też powinienem... - odgarnął mi włosy za ucho.
-Powinieneś co? - zapytałam jeszcze ciszej. Zatrzymajmy się na minutkę.
Coś z jego głową nie tak, czy to ja nie mogę przystosować się do klimatu. Dziś rano uważał że jestem z Rosji a do tego że jestem głupia. Teraz bardzo wymownie pokazuje jak bardzo mnie lubi. Co za chłopak, może bierze jakieś tabletki? Ma zaniki pamięci? Jeszcze, żeby był przeciętny, a on wygląda jak azjatycki książę z bajki. Idealne rysy twarzy, ciemne brązowe oczy i czarne włosy.
Od początku( a nie minęło jakoś dużo czasu) wyglądało na to że przyjaciółmi nie będziemy, a teraz?
Zamknął oczy i powoli przysuną swoją twarz do mojej widząc to poddałam się i skopiowałam jego tuchy. Nasze usta już lekko się dotykały.
-Hana ! Jake ! Jesteście w domu ?! - usłyszałam głos mojego brata z korytarza.
Odsunęliśmy się od siebie bardzo szybko.
Ja zrobiłam się czerwona (jak zwykle), Jake odchrząkną.
-Jesteśmy w kuchni. - powiedział głośno
Mój brat, za nim GeMin, tuż za nimi Leo (który wyglądał jakby go piorun trzasną) wbiegli do kuchni.
Łukasz przytulił mnie bardzo mocno i pogładził po włosach.
-Dobrze że nic ci się nie stało. - szepną mi we włosy. Zaraz się odsunął złapał mnie za ramiona i potrząsną zmieniając ton – Gdzie ty byłaś?!
-Tu i ówdzie? - powiedziałam szczerząc się. Odwrócił się w stronę Jake'a.
-A ty nie mogłeś zadzwonić że już jesteście w domu?!
-Zabrałeś mi komórkę. - przypomniał mu arogancko.
-No tak... Dzięki że ją znalazłeś – powiedział klepiąc go po ramieniu i oddając mu telefon uprzednio wyjmując go z kieszeni. - Może ty mi powiesz, gdzie ona była ?
-Widziałem jak wysiada z samochodu...
-Samochodu?! - mój brat wywalił gały na wierzch i przez chwilę się na mnie popatrzył super przerażającym wzrokiem. Mocno pokiwałam głową patrząc Jake'owi w oczy żeby nic nie mówił.
-Autobusu.- natychmiastowo poprawił.
-Byłam na wycieczce. - powiedziałam szybko – wczoraj w nocy poszukałam w necie co mogę zwiedzić i jaki autobus wybrać.
-No dobrze, ale nie możesz tak robić że wszyscy się o ciebie martwimy. - powiedział głaszcząc mnie po głowie. Co ja dziecko jestem? Włosy mi wyjdą od tego głaskania.
-Jestem zmęczona pójdę spać. - powiedziałam i zaczęłam powoli kierować się w stronę pokoju.
-Hani! - Leo przytulił się do moich pleców. Jaki mały uroczy kotek. ^o-o^
Mój brat krzyknął coś do niego po koreańsku i szybko oderwał ręce.
-Nastaw budzik, jutro idziesz przecież do szkoły. - przypomniał mi mój brat.
-Pamiętam. - krzyknęłam wchodząc po schodach na górę.
Nie miałam już problemu ze znalezieniem pokoju. Po wejściu do niego od razu rzuciłam się na łóżko.
-Ohh... - odsapnęłam – Jaka jestem zmęczona. - zaburczało mi w brzuchu. - I głodna.
Gdy byłam sama lubiłam głośno mówić. Teraz to był jeden z tych nielicznych momentów gdzie mówiłam po polsku.
-Trzeba nastawić ten budzik. - chwyciłam za komórkę i po kilku kliknięciach zakończyłam sprawę, znów ciężko wzdychając i zamykając lekko oczy.
Analizując wszystko powoli stwierdziłam, że jednak na głodno nie dam rady normalnie myśleć o tym dniu więc poszłam do łazienki. Bardzo chciałam iść do kuchni, ale nie mogę już patrzeć dzisiaj na Jake. A możliwe było że nadal tam się kręcił.
Wzięłam szybki prysznic, założyłam piżamę, potem zmyłam resztki makijażu i nasmarowałam twarz kerem. Zauważyłam że mi się kończy. Kurcze mogłam kupić go na zapas.
Narzuciłam szlafrok i weszłam do pokoju.
Zdziwiona popatrzyłam na tarczę zegara wiszącego nad biurkiem.
23:37
Późno.
Położyłam się spać.

--------------
 1469 wyświetleń :3 
Muszę wracać do szkoły, ale notki będę się pojawiać tak jak zwykle ;p z opóźnieniem. Sory ferie się mi kończą. TT-TT
Mam nadzieję że rozdział się podobał, piszcie proszę komentarze jak przeczytacie. 
Przynajmniej dwa słowa typu. "Totalna żenada" albo "Super rozdział" . 
Będę wiedziała przynajmniej ile osób z tych które weszły na mojego bloga naprawdę go czytają :3

czwartek, 31 stycznia 2013

Troszkę odpowiedzi i wyjaśnień

Nowy rozdział już niedługo. Wiem że jesteście ciekawe co się stanie po tym małym "wypadku" ^^ poczekajcie jeszcze trochę :3





Więc przejdę dalej. Zostałam nominowana (jej ! :) ) przez http://vfampirka0.blogspot.com do Liebster Award  nie mam kogo nominować oprócz osoby która mnie nominowała a chyba to nie w porządku bo jedna z zasad L.A. głosi że nie można nominować kogoś kto cię nominował więc ja tylko odpowiem na pytania żebyście nie poczuli się zaniedbywani i ignorowani przeze mnie ♥ 

1. Co wiesz o mandze i anime?
Manga to japońskie komiksy czarno-białe ( szczerze nie czytałam żadnego kolorowego ^^) a Anime to seriale animowane zwykle na podstawie mangi.
2. Jeżeli zobaczyłabyś/zobaczyłbyś chłopaka/dziewczynę (azjatę/azjatkę) co byś o nim/niej pomyślała/pomyślał?
Nic w sumie specjalnego, no chyba że byłby bardzo przystojny, albo bardzo ładna więc bym się pozachwycała. Tak to bym pewnie nie zwróciła uwagi. Człowiek to człowiek :3
3. Co sądzisz o wojnach gangów?
Nie za bardzo jestem w temacie ^^ 
4. Gdybyś znalazła/znalazł na ulicy portfel, co byś zrobiła/zrobił?
Sprawdziłabym zawartość xD
5. Masz do wyboru dwie drogi; czarną i niebieską, którą wybierasz?
Niebieską
6. Czym jest dla ciebie szczęście?
Czymś na co pracujemy swoimi dobrymi uczynkami, jeśli dajemy dobro ono do nas wraca w postaci szczęścia :3

7. Dokończ zdanie: Tam gdzie jest muzyka, tam... ?
Tam są ludzie C:
8. Wymarzony zawód?
ojej ^^ nie zdradzę
9. Jak opisałabyś/opisałbyś siebie?
wysooooka, rudobrązowa blondynka ;p strasznie wybredna i wkurzająca ;p
10. Twoje ulubione miasto to... ?  
Cały czas w myślach mam taką "wieś ? " Kadyny blisko Elbląga .

Jeśli ktoś mnie chce nominować to proszę pisać :3 nie obrażę się :p

Postanowiłam że będę odpisywać na każdy wasz komentarz. Więc zostawiajcie pytania jeśli jakieś macie.

 Pozdrawiam wszystkich czytelników ;*** ♥

Polubcie : Azjato, jesteś moim ideałem.  na Facebooku :3

sobota, 26 stycznia 2013

Rozdział 4 cz 2


 -Hannah ! To ty! Nie wierzę! - patrzył na mnie z uśmiechem od ucha do ucha.
Uśmiechnęłam się do niego – Dawno się nie widzieliśmy. - próbowałam zażartować, naprawdę kiepsko mi to wyszło, ale JiWon i tak się zaśmiał.
-Wsiadaj, zabiorę cię w fajne miejsce. - powiedział zachęcającym mnie ręką do wejścia.
Musiałam się chwilę zastanowić, ledwo go znam, nie powinnam wsiadać do samochodu jakiegoś obcego gościa. No może nie był taki obcy, w sumie wyglądał też na niegroźnego.
Kurczę, tacy zwykle okazują się być mordercami. Weźmy też pod uwagę fakt że raz mi pomógł.
-Hannah? Nie daj się prosić. - nieeee nie złapiesz mnie na proszące oczka - Wsiadaj! - uśmiechnął się uroczo. Co robi co robić ?
„Przepraszam mamo” - pomyślałam wsiadając do samochodu. -”za to jaka się staje przy uroczych chłopakach.”
Weszłam, zamknęłam drzwi. JiWon pochylił się nade mną. Centymetry dzieliły nasze twarze od siebie. Nieeee... Jest za wcześnie by mnie pocałował. A może?
Nagle jego ręka powędrowała w górę. Co on miał zamiar zrobić? Ze strachu przymrużyłam oczy. Bądź co bądź byłam dziewczyną z zasadami. Całowanie następuje po tym jak stwierdzamy wspólnie że jesteśmy w tzw. związku. Może w Korei robi się to szybciej? Boże co robić! ?
Zacisnęłam oczy. Poczułam jego rękę sunącą w dół
I te wszystkie „nieczyste” myśli przerwał nagle tak dobrze wszystkim znany 'klik' zapinanego pasa.
Maatko, a już miałam nadzieję...
Otworzyłam szeroko oczy.
-Pasy trzeba zapinać – obdarzył mnie uroczym uśmiechem.
-Aaaa, racja... - powiedziałam zaskoczona.
Gdy wkładał kluczyki do stacyjki, rozejrzałam się troszkę po samochodzie.
Miał bardzo ładny wóz. Widać było że był nowy. Czarny lakier z wierzchu, w środku biała tapicerka. I mój fotel był taki wygodny, miałam też dużo miejsca by wyciągnąć nogi, co nie zdarzało się w naszym oplu. Mam na myśli ten którym jeździł mój papa w Polandii, czyli samochód który w tej chwili był zupełnie nie ważny.
-Jak ci się podoba Korea? - zagadną od razu jak ruszyliśmy. - Jesteś tu pierwszy raz ?
-Yhym -zaczęłam mało inteligentnie - nigdy wcześniej nie byłam poza granicami państwa- pomijając wycieczkę klasową na Litwę dodałam w myślach. -Nie pomyślałabym że będę mieszkać aż w Korei.
-Co ci się najbardziej podoba? - zapytał. Widać było że lubi konkretne odpowiedzi bo pytał bardzo szybko.
-Jest tu tak czysto, wszystko zdaje się mieć swoje miejsce.
-Masz rację – patrzył prosto na drogę i cały czas się uśmiechał. Czy on wybielał zęby? - Korea Południowa jest bardzo poukładana. - skręcaliśmy właśnie w prawo, a ja nie mogłam oderwać oczu od jego białych siekaczy. – Mało o tobie wiem. - oho, zarzucił nowy temat, spojrzał na mnie „kątem oka” więc odwróciłam szybko wzrok udając, że patrzę na to co się dzieje za oknem – Skąd jesteś?
-Z Polski. - odpowiedziałam.
-Gdzie to leży ? - właśnie samochód zatrzymał się na czerwonym świetle, więc JiWon korzystaj ac z okazji przez chwilę na mnie patrzył.
Nie wiesz gdzie leży Polska ? Hmpf... typowe...
-W Europie.
-Aha chyba już wiem. Czy to obok Niemiec ?
-Tak, graniczymy z nimi.
-O teraz pamiętam ! - był chyba zadowolony z siebie że skojarzył fakty bo zaczą się szczerzyć znowu ukazując zęby żywcem wyjęte z reklamy jakiejś drogiej pasty do zębów. - Byłem tam kiedyś. Wy robicie 'pierogi', prawda?– słowo pierogi wypowiedział po polsku z dziwnym akcentem.
-Tak – zaśmiałam się .
-Wy chyba również macie pierogi. - dodałam przypominając sobie tą informacje, trochę czytałam o tym przed wyjazdem. Jestem żarłokiem więc musiałam wiedzieć czy będę mogła się tu najeść, nie mogłabym znieść tylko ryżu. Tak tak stereotypy.
-Mówisz o mandu? A co jadłaś je kiedyś? - zapytał ruszając przy okazji samochód bo pojawiło się zielone światło.
-Nie, jestem tu dopiero jeden dzień. - zaznaczyłam.
-Nawet już nie pamiętam kiedy je ostatnio jadłem. - westchną. - Następnym razem zaproszę cię na mandu.
Następnym razem?! - te słowa na pewno zakodowały się w każdej części mojego umysłu.
-Ale jesteś szybki, nawet nie skończyliśmy tego spotkania, a ty już wyskakujesz z następnym. - zagrałam niedostępną czy tylko mi się wydawało?
-Nie chciałem sprawić takiego wrażenia – jego twarz trochę posmutniała. Zasmucony też wyglądał cudownie. Tak przystojnie i słodko zarazem.
Jak prowadził jego twarz wyglądała nadzwyczaj spokojnie. Nie marszczył czoła jak ktoś przed nim nie znał się za dobrze na tym jak prowadzić auto, do tego cały czas był uśmiechnięty jak tylko mnie pytał lub mi odpowiadał. Mogłabym jechać z nim samochodem z Korei do Polski byleby tylko wlepiać gały na jego „prowadzącą twarz”.
-Więc aż tak się gniewasz ? - zapytał.
-Co ? - popatrzyłam zdziwiona.
-Pytałem się przed chwilą czy mi wybaczysz.
-Ale nawet nie ma czego wybaczać. Nie bierz tego tak do siebie. - uśmiechnęłam się – żartowałam.
-Uff. Ulżyło mi. - wypuścił głośno powietrze. - Więc pójdziemy następnym razem na pierogi ?
-Ok – uśmiechnęłam się.
Samochód się zatrzymał.
-Jesteśmy prawie na miejscu, stąd musimy dojść sami. - odpiął pas po czym wysiadł z samochodu.
Odpięłam pas i pociągnęłam za klamkę czując że drzwi same „się ciągną”. Naprawdę nie wiem jak opisać te zjawisko. Wyjaśnienie przyszło szybko. Okazało się że to JiWon otwiera mi drzwi, a już myślałam że jego samochód automatycznie otwiera drzwi na dotyk, wiecie coś jak samochody z filmy science-fiction. Nie każdy musi być super domyślny. Strasznie zdziwiły mnie regulatory temperatury w moim pokoju w domu Łukasza. Zresztą to była dosłownie chwila, nawet nie zauważyłam że podszedł do moich drzwi. (Wampir czy co ?) Wysiadłam na pewno wyglądając jak uśmiechnięty głupek bo rzadko kiedy jakiś chłopak otwierał mi drzwi od auta. Dżizz jaki dżentelmen.
-Na razie pójdziemy chodnikiem w górę. Zresztą . - złapał mnie za rękę – tak mi będzie łatwiej. - uśmiechną się do mnie tak uroczo. Jego oczy zamieniły się w cieniutkie czarne kreseczki.
Miał rację droga pod górkę była trochę męcząca ale myślę że nie o to mu chodziło. Chodnikiem szło jakieś dziesiątki ludzi. Wszyscy tworzyli gęsty tłum i ciężko było się przecisnąć.
Po jakiejś chwili znaleźliśmy się na miejscu. Małej przytulnej kawiarni której pewnie sama bym nie zauważyła bo znajdowała się z tyłu jakiegoś większego budynku a z ulicy wyglądało to raczej jak księgarnia.
Dookoła przy ścianach stały regały z książkami a na środku stoliki, krzesła i kanapy.
JiWon zaprowadził mnie (nadal trzymał mnie za rękę ^-^) w cichy i przyciemniony kąt gdzie stała rogówka i stolik. Na oko widać było że tam najczęściej siadają pary.
-Tu będziemy mieli spokój – powiedział anioł gdy popatrzyłam na niego pytająco.
Zaraz po tym jak usiedliśmy podeszła do nas kelnerka z notesikiem w ręku.
-Jesteś głodna? - zapytał mnie chłopak.
-Nie bardzo, ale z chęcią wypiłabym coś chłodnego.
-Sok? Mrożona herbata ?
-Herbata.
Zaraz po tym JiWon zaćwierkał do niej po koreańsku. Zapewne zamówienie. Ona się ukłoniła i odeszła.
-Podoba ci się ? - zapytał patrząc mi się w oczy.
-Co?
-Miejsce, klimat ?
-Strasznie tu, hmm.... intymnie ? - podniosłam jedną brew do góry czekając na wyjaśnienie.
-Chciałem ci pokazać moje ulubione miejsce. - powiedział odgarniając mi kosmyk włosów za ucho, po czym lekko zjechał ręką po mojej szyi i ją zabrał. Poczułam jak robi mi się gęsia skórka.
Zaśmiałam się głupio spuszczając wzrok. Co się ze mną dzieje?!
Chciałam szybko odwrócić jego uwagę od mojego głupkowatego dziewczyńskiego zachowania.
-Ciągle rozmawiamy o mnie. Może teraz ty odpowiesz na parę moich pytań. - powiedziałam odważnie patrząc mu w oczy.
-Ok – znowu uśmiech.
-Więc czemu byłeś wtedy na lotnisku?
-Mój tata pracuje w Ameryce. W dzień w którym na siebie wpadliśmy był dniem kiedy miałem przewidziany powrót.
-Uczysz się gdzieś? - zadałam od razu kolejne pytanie.
-Tak kończę właśnie liceum. Za kilka miesięcy idę do college'u.
-Więc co chcesz robić w życiu? Masz już ustalone plany?
-Zostanę chirurgiem plastycznym. - odpowiedział z nutką dumy w głosie.
-Serio kręcą cię skalpele, krew i botox ?
Nie zdążył mi odpowiedzieć bo jego uwagę odwróciła kelnerka przynosząca nasze zamówienie.
Mrożoną herbatę i kawę.
-Myślę że będzie ci smakować – powiedział i podał mi mój kubek.

Gdy już wypiliśmy nasze napoje JiWon zamówił kolejne. Rozmowa z nim była naprawdę przyjemna. Miał bardzo dobry akcent gdy mówił po angielsku. Nauczył mnie też kilka zwrotów po koreańsku.
Potem posłuchaliśmy muzyki z jego mp3. Oczywiście koreańskiej, to był mój chyba pierwszy raz gdy słuchałam czegoś tak niezrozumiałego, a jednocześnie przyjemnego dla ucha.
Czas mijał nam bardzo szybko, nie zauważyłam nawet jak zrobiło się już ciemniej za oknem.
Spojrzałam na zegarek.
-Ojej jak późno! - wstałam natychmiastowo.
-Spokojnie odwiozę cię. - powiedział łapiąc mnie za przedramię i lekko sadzając.
-Nie serio, świetnie nam się gada i w ogóle, ale ja muszę już wracać. Mój brat mnie zabije. - powiedziałam spanikowana.
-Możesz już powoli wychodzić, tylko zapłacę. - i odszedł do baru. Ja poszłam tak jak powiedział w stronę wyjścia, za chwilę mnie dogonił i szybkim krokiem poszliśmy w stronę samochodu.
Otworzył mi drzwi po czym poszedł usiąść ze swojej strony. Jak tylko zapięłam pasy samochód ruszył.
-Zaraz będziemy na miejscu, podaj mi tylko adres. - powiedział zwinnie wymijając jakiś samochód.
Adres ? Nie znam adresu. Co zrobić ?
-Zawieź mnie tam skąd mnie zabrałeś – jedynie to było w tej sytuacji jakimś punktem odniesienia.
Nie minęło 3 minuty jak znaleźliśmy w tej okolicy gdzie były małe kawiarenki i butiki które podziwiałam rankiem.
-Dziękuję, było mi naprawdę miło spędzić z tobą czas mam nadzieję że się jeszcze spotkamy. - uśmiechnęłam się.
-Ja również. - odwzajemnił uśmiech.
-No to cześć – powiedziałam odwracając się w stronę drzwi.
Poczułam jak jego ręka chwyta mój nad garstek i całe ciało odwraca się w jego stronę.
Przysuną się do mnie i pocałował mnie w policzek po czym puścił mój nadgarstek.
-No to cześć . - powiedział i ponownie się uśmiechnął.
Wysiadłam z samochodu. Jeszcze gdy odjeżdżał patrzyłam się lekko osłupiona w jego szybę. On machną mi ręką i już go nie było. Złapałam się wtedy za policzek. Naprawdę to zrobił. Pocałował mnie. W policzek !
Gdy już przestałam się do siebie uśmiechać jak jakaś głupia i kręcić się w miejscu z radości. Zaczęłam się zastanawiać jak wrócić do domu.
Dobra teraz powinnam pójść prosto, bo stamtąd zmierzałam tutaj. A teraz w prawo . - Mówiłam sobie w myślach.
No a teraz gdzie ? - pamiętam że tędy biegłam żeby uciec przed kochanym Leo.
Na chwilę musiałam się zatrzymać.
Nie skręciłam przypadkiem w odwrotną stronę?
A może przegapiłam ten zakręt lub jeszcze do niego nie doszłam?
-Wsiadaj. - usłyszałam nagle za sobą.
Odwróciłam się i zobaczyłam za sobą motor, dokładnie czarny skuter. Wiecie taką kosiarkę którą wszyscy z kartą moto-rowerową zrobioną w gimnazjum mogą się wozić.
Nie widziałam tylko twarzy kierowcy ale po chwili poznałam nieśmiertelnik na szyi. Naszyjnik Jake'a.
-Nie lubię cię, dlaczego miałabym wsiadać? - powiedziałam oburzona.
-Twój brat chce dzwonić na policję. RJ, Leo i GeMin poszli szukać cię w okolicy, wyobraź sobie że nawet mi kazali jeździć jak głupi dookoła i cię wypatrywać. - powiedział złośliwie. - Uwierz mi gdyby nie to że zabrali mi telefon w życiu bym się nie ruszył.
-Powiedz mi gdzie mam pójść i możesz mnie tu zostawić. - powiedziałam napuszona.
-Wsiadaj i nie rób problemu.
-Nie. - powiedziałam i odwróciłam się plecami idąc przed siebie.
-Hej TY ! - wrzasną Jake. Chyba zdjął kask bo słyszałam go bardzo wyraźnie, usłyszałam jak biegnie. Nagle chwycił mnie za ramię i odwrócił mnie w swoją stronę. - Nie utrudniaj!
-Nie wsiądę na tą twoją kosiarkę !
-Kosiarkę ?! - warkną oburzony. - Słuchaj, gdyby nie to że zabrali mi komórkę nie byłoby mnie tutaj.
-Mówiłeś . - wcięłam się mu bezczelnie.
-Wszyscy się martwią, a ty masz to tak po prostu w dupie i obściskujesz się z debilami w samochodach. Pozwól że ułatwię sobie zadanie i … - złapał mnie za rękę i poprowadził w stronę skutera.
-Puszczaj słyszysz ?! - próbowałam wyszarpnąć swoją rękę z jego uścisku, na nic moje starania.
Jake pociągnął mnie jeszcze mocniej.
To była dosłownie chwila
Potknął się o kawałek wystającej płyty chodnikowej.
Razem z nim runęłam w dół na beton.
Lądując ustami na jego ustach.

 ----------
Przepraszam was że kazałam wam tak długo czekać, na coś tak krótkiego ;p (No na moim programie do pisania wyszło 3,5 strony. Może takie krótkie to nie jest)
Miałam urodziny w tym tygodniu i zaczęły mi się ferie, trochę byłam rozproszona żeby coś napisać.
 Czekam na szczere opinie :3 ale co do treści, do stylu plz się nie czepiajcie. Nie wiem jak to zmienić :p